23. Nowa nadzieja

Mimo mojego wczorajszego silnego postanowienia powrotu do działań w temacie listy kandydatów, dziś zwyciężyło poczucie obowiązku. W końcu ten jeden jedyny, skoro już tyle czasu gdzieś tam na mnie czekał, to jeden dzień nie zrobi mu istotnej różnicy. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Postanowiłam, że lepiej będzie moją frustrację przełożyć na jakieś konstruktywne działanie. Profesjonalizm przede wszystkim, nie mogę pozwolić żeby moja zła passa miała negatywny wpływ na moje życie zawodowe. Zdecydowałam zatem, że rzucę się w wir pracy i dzisiejszy wieczór w domu przeznaczę na dokończenie archiwizacji. Baśka trapiona chyba wyrzutami sumienia z powodu wczorajszej odmowy zaoferowałam mi pomoc. Niczego nieświadoma zgodziłam się od razu.

Niestety gdy tylko dotarłyśmy do domu okazało się, że Baśka ani myśli zabrać się za liczenie. Praktycznie po przekroczeniu progu mojego mieszkania, włączyła telewizor pod pretekstem sprawdzenia notowań giełdowych. Przy okazji nieszczęśliwie zatrzymała się na Animal Planet gdzie pokazywali program o jakimś robactwie. Ta pasjonująca audycja tak pochłonęła moją przyjaciółkę, że nie była się w stanie skupić na niczym innym, sama więc zabrałam się do pracy.

– A wiedziałaś, że te samce żuków gnojaków, które mają duże rogi, jednocześnie mają bardzo małe narządy płciowe – odezwała się nagle, niczym wyrwana z letargu.

– Baśka przestań, nie widzisz, że próbuję pracować! Dość mam męskich gnojków w moim życiu, co mnie jeszcze obchodzą jakieś tam rogate. Chyba, że ty zamierzasz się związać z jakimś, to proszę bardzo.

– No, ale spójrz. – poprosiła. – Naprawdę to dziwne.

Zerknęłam na telewizor, a moim oczom ukazały się bezwstydnie kopulujące robaki.

– Za dużo seksu w tej telewizji. – powiedziałam ze złością. – Nawet nie ma jeszcze dwudziestej drugiej, a oni takie rzeczy pokazują.

Już dawno zwróciłam uwagę, że praktycznie wszystko w telewizji przesiąknięte jest seksem. Reklamy, seriale, programy edukacyjne, wiadomości. Wszędzie seks. Albo jakaś panienka wciąga kostkę lodu przez słomkę, albo Marek zaczyna romans z Grażyną, albo rozmnażają się robaczki. Ile można? Oczywiście, to zrozumiałe, że świat kręci się wokół prokreacji, ale czy telewizja musi przypominać o tym kobietom, które akurat nie mają z kim uprawiać seksu?

Patrzyłam bezmyślnie w telewizor, zastanawiając się czy chciałabym być na miejscu tej samicy żuka, na szczęście zanim sobie odpowiedziałam na to pytanie, usłyszałam głoś Baśki.

– Patrz, patrz! – krzyknęła z przejęciem, ignorując brak zainteresowania z mojej strony. – To odwrotnie niż u ludzi, bo podobno jak facet ma małe stopy to ptaszka też ma małego.

– Co ty pleciesz?! – zapytałam zdumiona.

– Tak, masz rację, plotę bzdury. – miałam nadzieję, że się uspokoiła, ale nie, ona niewzruszenie ciągnęła temat. – To chyba jednak nie prawda. Taki Michał na przykład, nosił tylko czterdziestkę, a jego penis ma… chyba…

Tego już było za wiele! Chciałam stuknąć Baśkę łokciem w bok, ale ona zerwała się gwałtownie i zaczęła czegoś szukać w moich szufladach. Patrzyłam na nią zaskoczona dochodząc do wniosku, że moja przyjaciółka najzwyczajniej w świecie zwariowała. Nagle Baśka odwróciła się do mnie z wyrazem tryumfu na twarzy trzymając w dłoniach centymetr krawiecki. Końcówkę przyłożyła sobie do podbrzusza i rozciągnęła aż do pępka.

– Dwadzieścia cztery centymetry… – wyszeptała z szacunkiem.

– Nie uwzględniłaś krzywizny. – powiedziałam i dodałam złośliwie widząc jej pytający wzrok. – Brzuch ci odstaje.

– Ale… Michał… właśnie tak ma… – odpowiedziała zawstydzona. – Dwadzieścia cztery centymetry…

– Wiesz co, odbiło ci! – krzyknęłam naprawdę zdenerwowana, bo z każdym jej słowem czułam się coraz bardziej przybita. – Co mnie obchodzą twoi świetnie wyposażeni faceci skoro się nimi nie dzielisz! Myślisz tylko o sobie!

Tego zupełnie nie przewidziałam. Dzięki wybuchowi natychmiast się uspokoiłam, za to Baśka się rozbeczała. Po policzkach poleciały jej nieudawane łzy wielkości zielonego groszku. Szlochając wykrzyczała, że ją cały czas ignoruję, że w ogóle to ona się czuje poważnie zaniedbana, a dziś rano to nawet gołąb narobił jej na nowy płaszcz. Postanowiłam nie szukać logiki w tym co mówi, bo z góry założyłam, że jej tam nie ma. Całą winę za chimery koleżanki zrzuciłam na jesienną depresję i jakoś ją ugłaskałam, dzięki czemu udało się nam wrócić do pracy.

Nie na długo niestety. Zdążyłyśmy przeliczyć dwa zestawienia i już miałam schować je do segregatora, żeby zająć się następnymi, kiedy Baśka stwierdziła, że jest głodna. Niewiele myśląc zabrała się za przetrząsanie moich szafek kuchennych, waląc przy tym potwornie drzwiczkami. Wróciła po chwili z galaretkami cytrynowymi i czekoladą w proszku. Usiadła w bezruchu na kanapie i chyba zamyśliła, o ile to dzisiaj było możliwe. Postanowiłam wykorzystać tę chwilę spokoju i zabrałam się do pracy.

Niestety. To była naprawdę tylko chwila, bo Baśka nagle wyciągnęła telefon i zamówiła pizzę. Po odłożeniu telefonu, znowu zamarła na kanapie, a ja wróciłam do zestawień. Było mi wszystko jedno czy Baśka mi pomoże czy nie.

Myślałam, że uda mi się podgonić opóźnienie, gdy do drzwi zadzwonił dostawca pizzy. To kolejny paradoks. Zawsze, kiedy mi się śpieszy lub zwyczajnie jestem głodna, to na zamówienie czekam godzinę lub dłużej. Dzisiaj trwało to piętnaście minut. Co za ironia losu.

Na widok pizzy Baśka się ożywiła. Zasiadła do uczty przegryzając pepperoni galaretkami i czekoladą wygarnianą z szeleszczącej torebki łyżeczką. Ani na moment nie przestawała przy tym mówić. Z pełnymi ustami nawijała mi o jakimś ślicznym, kloszowym płaszczyku z Galerii Centrum, opisując ze szczegółami każdy guziczek i pliskę. Zupełnie nie zwracała uwagi na to, że mi przeszkadza. Moja wytrzymałość wisiała na włosku, ale wolałam nie ryzykować kolejnego napadu histerii.

W końcu, kiedy zniknął ostatni kawałek pizzy, Baśka poprosiła o kalkulator. Odetchnęłam z ulgą, że w końcu się  zmęczyła i wreszcie zajmie się pracą.

– Tysiąc dwieście pięćdziesiąt sześć. – Baśka ni z tego ni z owego przerwała błogą ciszę

– Co tysiąc dwieście pięćdziesiąt sześć?- zapytałam zdziwiona

– No jak to co, kalorii. – oświadczyła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem i dodała z poczuciem winy w głosie. – Tyle właśnie przed chwilą zjadłam.

Postanowiłam odwrócić jakoś jej uwagę, więc zaczęłam zapewniać, że ma świetną figurę i na pewno to nie zaszkodzi. Po chwili uznałam, że dała się przekonać, bo na moje szczęście znów zabrała się za liczenie.

– Sześć godzin, szesnaście minut i pięć sekund. – ponownie wyrwała się jak Filip z konopi, a ja musiałam mieć strasznie zdziwiony wyraz twarzy, bo od razu wyjaśniła. – No tyle będę musiała uprawiać seks, żeby to spalić.

Lekceważąco machnęłam ręką, ale w głębi duszy ukłuła mnie zazdrość.

– Sześć godzin seksu non stop, kuszące. Szkoda, że nieprędko czegoś takiego doświadczę – pomyślałam ze smutkiem.

Baśka znów chwyciła kalkulator, ale moja nadzieja i tym razem okazała się płonna, ponieważ za moment oświadczyła.

– Tyle czasu to będzie przy założeniu, że facet nie skończy w ustach, bo wtedy to trzeba dodać jakieś… – tu zaczęła rachunki w pamięci i po chwili zwróciła się do mnie. – Karola, jak myślisz? Ile to będzie kalorii?

– Ty masz chyba jakąś obsesję! Opanuj się dziewczyno! Trzeba było się zastanawiać zanim pożarłaś to wszystko! – wybuchłam, bo całkiem puściły mi już nerwy.

Oczy Baśki napłynęły łzami, a ja sama czułam, że przesadziłam.

– Basiuniu, Basieńko, przepraszam – zaczęłam ją przytulać. – Zobacz mam jeszcze batonik orzechowy, twój ulubiony. Jedz sobie na zdrowie, przecież wiesz, że ci nie żałuje.

To mówiąc wyciągnęłam z torebki Prince Polo i podsunęłam przyjaciółce pod nos. Niestety ta tylko spojrzała, rzuciła, że ją mdli i popędziła do łazienki. Wróciła po chwili, przecierając twarz mokrym ręcznikiem.

– Baśka? Nie wydaje ci się to trochę dziwne? – spojrzałam na nią badawczo. – Te zachcianki, wahania nastroju, a teraz jeszcze mdłości?

Baśka oburzyła się głośno, by zaraz potem się zamyślić. Na jej twarzy zobaczyłam wyraźne zaniepokojenie. W takiej sytuacji musiało paść następne pytanie, ale odpowiedz nie była optymistyczna.

– No wiesz, pierwsze pięć razy to tak, ale potem Olivier już nie miał gumek, no i te ostatnie trzy to już bez… – przyznała szczerze.

W tym momencie ogarnęło mnie zdumienie i to wcale nie spowodowane brakiem rozsądku, czy nawet bezmyślnością mojej przyjaciółki. Po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: osiem razy! Gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie?! Opamiętałam się jednak patrząc na załamaną Baśkę. Wiedziałam, że muszę ją podtrzymać na duchu, w tej ciężkiej chwili

– Nie przejmuj się. – pogładziłam ją po włosach. – Może ten Olivier nie był zbyt bystry, czy specjalnie przystojny, ale pomyśl,… za to Anglik. Dziecko będzie miało międzynarodowe pochodzenie.

Chyba jej nie pomogłam, bo zaniosła się płaczem. Próbowałam ratować sytuację

– Basiu spokojnie, ty się teraz nie możesz denerwować, bo w cią… – w porę ugryzłam się w język. – Znaczy chciałam powiedzieć, że może nie ma się czym denerwować. Kupię Ci test, zobaczysz pewnie to fałszywy alarm. Musimy tylko poczekać jeszcze kilka dni, żeby to sprawdzić.

Jakoś marnie mi szło to pocieszanie, postanowiłam więc zamilczeć. Baśka najpierw długo płakała trzymając się za brzuch. Mówiła, że już czuje kopanie, ale ja podejrzewam, że to pizza z cytrynowymi galaretkami i czekoladą w proszku dawały ten efekt. W końcu zasnęła na kanapie, a ja przykryłam ją kocem. Wróciłam do pracy, ale moje myśli wciąż krążyły wokół Baśki. Współczułam jej, chociaż podejrzewałam, że za szóstym, siódmym lub ósmym razem Oliver nie miał już za dużo żołnierzyków i zmienne nastroje Baśki to jednak tylko zwykła depresja. Z drugiej strony, nie bez powodu mówi się o kobiecie w ciąży, że jest przy nadziei. Tak czy inaczej będzie dobrze. Na pewno będzie dobrze.

Późnym wieczorem Baśka wciąż spała, a ja przejrzałam moją listę. Następny miał być Radek.  Niewiele myśląc wysłałam mu miłego smsa z Wielkanocymi życzeniami. To naprawdę dobry sposób, bo zawsze mogę udawać, że wysłałam go w kwietniu, a nie październiku i to nie moja wina, że tak długo szedł. W każdym razie życzenia zadziałały. Radek zadzwonił dosłownie pięć minut później.

– Cześć Karolina. – powiedział swoim przyjemnym głosem. – Dziękuję za smsa z życzeniami. Trochę się spóźniłaś, ale to i tak miłe, że o mnie pamiętasz.

– O! Cześć Radek! Jakiego smsa? Nic nie wiem. – udawałam, że nie wiem o co chodzi. – Ostatnio wysyłałam do ciebie smsa… Chyba na święta wielkanocne… Dopiero teraz doszedł?!

– Dziwne. – odpowiedział. – Bo smsy tracą swoją ważność po siedmiu dniach i potem już nie dochodzą.

– Ta… tak?! – wyjąkałam w słuchawkę. – Ja się na tym nie znam…

– To nic, fajnie, że rozmawiamy. Nawet myślałem o tobie ostatnio i… – zawiesił głos w połowie zdania.

– A co myślałeś? – zapytałam słodko.

– Przypomniałem sobie, jak mnie wtedy potraktowałaś. – powiedział szybko. – Ale nie mam pretensji. Już mi przeszło.

No tak. Na śmierć zapomniałam o przebiegu naszego ostatniego spotkania. Zawsze uważałam Radka za kumpla, nikogo więcej, chociaż był czas, kiedy sporo czasu ze sobą spędzaliśmy. Wiedziałam, że Radek coś tam do mnie czuł, ale wtedy nie byłam nim zainteresowana. Ostatnio widzieliśmy się z rok temu. Czekał na mnie z kwiatami pod pracą i chciał mnie zabrać na kolację. Wzięłam kwiaty i powiedziałam, że nie mam czasu, bo lecę do lekarza, chociaż tak naprawdę to śpieszyłam się na wyprzedaże do centrum handlowego. Pech chciał, że dwie godziny później wpadliśmy na siebie w jakimś sklepie. Byłam już nieźle obładowana, a kwiaty… gdzieś zgubiłam. Spojrzał wtedy na mnie strasznie smutnym wzrokiem i odwrócił się bez słowa i odszedł.

– Cieszę się. – udając radość w głosie, chociaż tak naprawdę czułam się paskudnie. – To może… tym razem to ja ciebie zaproszę na kolację?

– Zgoda. – odpowiedział od razu. – W sobotę?

– Świetnie. Wyślę ci smsa, z miejscem i godziną. – powiedziałam już naprawdę radośnie. – Mam ci tyle do opowiedzenia.

– To czekam na smsa. Do zobaczenia. – powiedział i odłożył słuchawkę.

Nie do końca wiedziałam co myśleć o przebiegu naszej rozmowie. Już miałam zacząć się gryźć z myślami, kiedy obudziła się Baśka. Wstała i zaczęła znowu szukać czegoś do jedzenia. Musiałam się nią zająć, co pozwoliło mi przestać martwić się o Radka. Co będzie to będzie. Czas pokaże.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: