25. To nie było fair.

My kobiety mamy wiele zasad, których staramy się trzymać. Zwykle jednak rezygnujemy z nich, kiedy w naszym życiu pojawia się mężczyzna, którego traktujemy poważnie. Ze mną też tak było. Złamałam jedną z najważniejszych zasad mówiącą, że żaden facet nie jest wart utraty przyjaciółki. Oczywiście inne zasady, te złamane, też wkrótce wrócą do mnie rykoszetem, ale najpierw musiałam zająć się odbudowaniem relacji z Baśką. Zdawałam sobie sprawę, że aby odzyskać przyjaciółkę, będę musiała uzbroić się nie tylko w cierpliwość, ale i delikatność i co tu dużo mówić, również uległość. Oczami wyobraźni zobaczyłam jak Baśka widząc moje starania wykorzystuje mnie w pracy, przeżucając najbardziej pracochłonne prace na mnie. Czułam, że będę musiała nie tylko to znosić, a słowo pokuta nabierze dla mnie realnego wymiaru.

Byłam jednak na to wszystko gotowa! W imię dawnej przyjaźni obiecałam sobie, że nie spocznę, dopóki nie przekonam Baśki, aby dała mi drugą, albo może trzecią… aby po prostu dała mi kolejną szansę. W czasie mojej autoterapii (czyt. TVN Style z ptasim mleczkiem) wmówiłam sobie, że przyjaźń z Baśką jest warta największych poświęceń. A aby poświęcenie było skuteczne, potrzebny jest dobry plan.

Gdybym była facetem, to pewnie poczułabym się niczym Napoleon obmyślający kolejne strategie i warianty zdobywania Baśki. Jeden z pomysłów obejmował nawet płacz i łkanie, ale miałam nadzieję, że do tego jednak nie dojdzie. Na początek przygotowałam tekst z przeprosinami. Uznałam bowiem, że najpierw powinnam Baśkę przeprosić za to, że odkąd Bartek u mnie zamieszkał, to już nigdy nie miałam dla niej nawet kilku minut czasu. Ileż to razy próbowała wyciągnąć mnie na zakupy, do kina lub na nocny wypad do klubu. A ja ciągle powtarzałam jedno zdanie, że mam już inne plany z Bartkiem.

W końcu przestała mi cokolwiek proponować, a mi było to na rękę, bo ile razy można powtarzać tę samą wymówkę… No i wyrzuty sumienia, które wtedy miałam przez te zaproszenia Baśki. A już najgorzej było wtedy, kiedy próbowała mi wręczyć zaproszenie na swoje urodziny, a my z Radkiem akurat mieliśmy iść po kostiumy kąpielowe dla mnie na kolejny wyjazd. Oczywiście skończyło się jak zawsze na kilkugodzinnym pobycie w sklepie fotograficznym, ale Baśka i tak nie powinna wywoływać na mnie takiej presji psychicznej. Pamiętam, że byłam wtedy na nią bardzo zła za chandrę, którą miałam potem przez cały kolejny dzień.

Zaczęłam się nawet zastanawiać czy to właśnie ja powinnam przepraszać. Co ja właściwie jej takiego zrobiłam? Raptem przez jakiś czas nie miałam dla niej czasu i nie poszłam na jej urodziny. Czy to moja wina, że byłam szczęśliwa z Radkiem? No tak, teraz z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że nie tylko nie byłam szczęśliwa, ale wręcz postępowałam wbrew sobie, ale to chyba nie powód, żeby teraz prosić kogokolwiek o wybaczenie. Jakby nie patrzeć to jednak ja poniosłam największe straty, i to zarówno materialne, jak i duchowe.

I wtedy znowu uświadomiłam sobie jak bardzo potrzebuję Baśki. O ile z finansami poradzę sobie sama, to jednak odnowa mojej psychiki wymagało przyjaciółki. Szczególnie takiej, która przynosiła mi rosół na pocieszenie. Właściwie to nawet nie wiem dlaczego rosół? Jak Baśka wpadła na tak absurdalny pomysł, tym bardziej, że to naprawdę pomaga. Muszę ją o to zapytać przy okazji. To kolejny poważny powód aby ją przeprosić.

Następnego dnia rano jadąc autobusem do pracy, z głową pełną tajnych planów odzyskania przyjaciółki, które wybiegały w przyszłość na wiele tygodni wprzód, postanowiłam od razu zabrać się za ich realizację. Przez moment zastanawiałam się, który wariant wybrać na początek, bo wymyśliłam ich aż trzynaście i wtedy mój wzrok zatrzymał się na kawiarnię Coffee Heaven na Nowym Świecie. Już wiedziałam od czego zacznę. Od wyśmienitej kawy, którą z samego rana zaserwuję Baśce. Niebiańskiej piance jeszcze nikt się nie oparł. W ostatniej chwili zdążyłam wyskoczyć z autobusu i stanęłam grzecznie w dosyć długiej kolejce. Kiedy wreszcie trzymałam w dłoniach upragnione kawy, szybko ruszyłam do biura. Te trzy kilometry pokonałam tak szybko, że kubki wciąż były gorące. Wpadłam zdyszana do hallu z windami i nagle zobaczyłam Baśkę, wsiadającą do windy. Zebrałam resztki sił i naprawdę nie wiem jakim cudem, ale zdążyłam.

Miałam szczęście, przynajmniej tak mi się w pierwszej chwili wydawało, bo w windzie byłyśmy same. Nie mogłam jednak złapać oddechu, a w dodatku kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam w dłoni coś, co sprawiło, że prawie osunęłam się z nóg. Baśka trzymała wielki kubek z kawą, tyle, że z Starbucks. Na śmierć zapomniałam, że odkąd Strabucks otworzył swoją kawiarnę w Grubej Kaśce, to od tej pory Baśka stała się fanatyczną miłośniczką ich kawy. W dodatku lojalną miłośniczką.

W tej sytuacji mogłam tylko popatrzeć żałośnie na kubki w moich dłoniach i zastanowić się, który z wariantów teraz uruchomić. Z przemyśleń wyrwał mnie dopiero dzwonek zatrzymującej się windy i głos Baśki robiącej krok w moją stronę.

– Przepraszam – powiedziała tak chłodno, że aż kawy ostygły od razu o kilka stopni – chciałabym wysiąść.

– Basiu – wyszeptałam – to ja przepraszam cię za wszystko. Chciałabym, abyśmy znowu były przyjaciółkami, bo bardzo mi tego brakuje. Wybacz mi proszę.

Baśka stanęła w drzwiach windy blokując je i powoli podniosła wzrok na mnie.Patrzyła może dwie, trzy sekundy, które mi wydawały się wiecznością.

– Ok, wybaczam ci – powiedziała nagle uśmiechając się i kiwając głową w stronę kubków zapytała. – Dla kogo niesiesz kawę? Może razem wypijemy?

– Ta druga kawa jest dla ciebie – powiedziałam czerwieniąc się ze wstydu. – Zapomniałam, że pijesz wyłącznie starbucksową. Przepraszam.

– Nie przejmuj się kochanie. – Złapała mnie pod łokieć z pociągnęła za sobą. – To da się naprawić, bo przecież liczą się intencje.

Dalej wszystko potoczyło się naprawdę szybko. Baśka wciągnęła mnie do toalety, zabrała jeden z kubków z kawą i całą jego zawartość wylała do toalety. Postawiła pusty już kubek z Coffee Heaven na umywalce i powoli z kubka Starbucksa przelała kawę. Kropla po kropli. Robiła to z wielkim pietyzmem, a ja dałabym głowę sobie uciąć, żeszpetała przy tym jakąś formułkę błagającą o wybaczenie.

Cały ranek przesiadziałyśmy razem pijąc kawę z dwóch jednakowych kubków Coffee Heaven. Właśnie za to uwielbiam Baśkę. Czasem przywiązuje zbyt wielką wagę do drobiazgów, ale czasem nam kobietom, potrzebne są takie drobne gesty jak jednakowe kubki.

Wieczorem, tuż przed zaśnięciem, wspominałam cały dzień spędzony z Baśką. Był tak intenstywny, jakbyśmy chciała nadrobić ten stracony rok. Najpierw przegadałyśmy cały dzień w pracy, potem poszłyśmy na zakupy, potem do kina, zajrzałyśmy wreszcie do kilku klubów, ale teraz tuż po świętach wszystkie świeciły pustkami. Muszę przyznać, że ten dzień zaliczę na pewno do jednego z najszczęśliwszych w moim życiu i nigdy o nim nie zapomnę. Chociaż jest mały zgrzyt. Mam trochę za złe Baśce, że tak szybko mi wybaczyła. Straciłam całą noc na obmyślanie licznych strategii i wariantów postępowania, a ta od razu wybaczyła mi po pierwszym zdaniu. To nie było fair.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: