29. Instynkt macierzyński

Kiedy ponad rok temu postanawiałam znaleźć sobie męża, to jedną z konsekwencji usidlenia jakiegoś mężczyzny, była również myśl o dzieciach. Nie to, żebym wtedy czuła jakiś instynkt czy powołanie do bycia matką. No może raz, przez moment czułam się jak rodzic, kiedy podejrzewałyśmy, że Baśka jest w ciąży, ale tego nie można zaliczyć do instynku macierzyńskiego. W każdym razie w mojej definicji rodziny mieści się mąż, żona, dzieci i jakiś zwierzak. Najlepiej pies, ale może być też kot. Dla mnie, kobiety XXI wieku, wychowanej według standardów środkowoeuropejskich, taki schemat rodziny jest oczywisty i wcale się tego nie wstydzę.

Jednak jeszcze kilka dni temu, mój stosunek do dzieci był, najdelikatniej mówiąc, obojętny. Brak posiadania dziecka nie dyskwalifikował mnie w moich oczach. Mało tego, dzięki temu mogłam rozwijać się zawodo i towarzysko. Owszem, na obu polach ponoszę ostatnio same porażki, ale ogólnie jednak mogę sobie postawić więcej plusów niż minusów.

Często wydaje się nam, że nasze życie jest nudne i przewidywalne. Każdy dzień chociaż pozornie inny jest jednak podobny do poprzednich. I nagle okazuje się, że zwykły drobiazg może sprawić, że zmieniamy pogląd na nasze życie. To, co dotychczas wydawało się nam ważne przestaje być istotne i na odwrót, to co w ogóle się dla nas nie liczyło, nagle staje się jedynym, na czym nam zależy.

I właśnie wczoraj zmieniłam sposób patrzenia na życie. Drobiazg, który mi w tym pomógł ważył jakieś sześć kilogramów i był dwumiesięczną córką Majki z Działu sprzedaży. Oczywiście samo pojawienie się w biurze koleżanki z dzieckiem nie miałoby żadnego wpływu na mój stosunek do dzieci, bo przecież nie raz widziałam dzieci z bliska, czy to w autobusie, czy tramwaju, nie wspominając już o tabunach dzieci wydzierających się w galeriach handlowych. Znaczenie miało „oczko”…

– O boże, oczko! – krzyknęła Majka i bez słowa wcisnęła mi córkę w ręce.

Stałam jak słup soli, gdy tymczasem wyrodna matka, która oddała dziecko w ręce obcej przecież kobiety, podciągnęła spódniczkę, żeby zobaczyć jak daleko poleciało jej oczko w rajstopach. Baśka, dziewczyna z refleksem, już do niej biegła z lakierem do paznokci, a Aśka z księgowości robiła mi zdjęcie. A ja wciąż stałam z tymi wyprostowanymi rękoma i musiałam naprawdę głupio wyglądać, bo Majka oderwała wzrok od rajstop i z uśmiechem spojrzała na mnie.

– Nie bój się, nie ugryzie cię, jeszcze nie ząbkowała – powiedziała miło i dodała. – Możesz ją przytulić, zobaczysz, że to świetne uczucie.

Skinęłam głową na znak, że rozumiem i powoli zbliżyłam córkę Majki do siebie. I wtedy właśnie nastąpiła we mnie ta zmiana.

– Ależ ona pachnie – powiedziałam. – Nie spodziewałam się, że małe dzieci aż tak instensywnie pachną.

– Cholera – zaklęła Majka w odpowiedzi na moje słowa. – Mam nadzieję, że się nie zesrała, bo nie mam przy sobie pieluch.

Wszystkie jak tam stałyśmy, a więc ja, Baśka, Aśka, Beata, Monika, Klaudia, Kaśka i Weronika musiałyśmy spojrzeć na Majkę z naprawdę zdziwionymi minami, bo ta dosyć niewybrednie to skomentowała.

– No co?! – rzuciła zaczepnie.

– Nic, my tylko… ja tylko… nie zdawałam sobie sprawy, że małe dzieci tak cudownie pachną, a ty wyjeżdżasz tutaj o… o… pieluchach. – odpowiedziałam i nawet nie musiałam silić się na łagodność, bo dzięki dziecku przy piersi, po prostu byłam łagodna.

– Dobra, nieważne, bo mam niezły pomysł. – nagle wtrąciła się Baśka. – Skoro mamy tutaj takie słodkie baby to zrobimy „babies terror”.

– Co?! Co ty chcesz zrobić mojemu dziecku?! – krzyknęła Majka zabierając córkę z moich rąk i tuląc ją mocno do siebie.

– Nie twojej córeczce głupia. Tylko naszym byłym, którzy byli takimi idiotami, że już nie są z nami.

Kiedy Baśka opowiadała o swoim pomyśle, tylko ja miałam wątpliwości i w końcu postanowiłam nie brać udziału w jej zabawie. Te wariatki nie miały żadnych obiekcji i najpierw zrobiły sobie po kolei zdjęcia z dzieckiem telefonami, a potem powysyłały MMS-y do byłych facetów z tekstem: „Czy dostrzegasz podobieństwo?”. W sumie wysłały dwadzieścia dziewięć MMS-ów, co średnio daje ponad trzech byłych na jedną z nich. Do tej pory myślałam, że tylko ja mam problem z facetami, który przejawia się między innymi w dużej liczbie byłych, ale okazało się, że wcale nie jestem wyjątkiem.

Muszę przyznać, że Baśka naprawdę miewa niezłe pomysły. Dosyć szybko zaczęły przychodzić odpowiedzi od „byłych”, którzy w większości próbowali delikatnie wybadać grunt, czy uda się z tego jakoś wykręcić.  Były to dosyć mierne teksty i czuć było, że pisali je faceci, którym ślina nagle zaschła w gardle. Jednak pojawił się rodzynek. Jeden z byłych Weroniki napisał: „Kiedy cię zostawiałem nie miałaś dziecka. To chyba zamyka ten temat. Pozdrawiam i życzę szczęścia. Adrian”. Adrian jednogłośnie został okrzyknięty „cwaniakiem roku”.

Najgłupszy natomiast okazał się były Moniki. Poznali się pięć miesięcy temu, a cała ich znajomość trwała miesiąc. Ten facet nie miał jednak żadnych wątpliwości, że nie ma szans, aby to było jego dziecko, bo napisał tak: „Chcesz mnie wrobić w dziecko, ale ci się to nie uda. Trzeba było się zabezpieczać, a nie teraz porządnych ludzi straszyć alimentami.” Niezły był też Michał, były facet Aśki. Jego SMS brzmiał następująco: „Ja się cieszę, ale nie wiem jak zareaguje na to moja schorowana matka. Potrzebuję kilku miesięcy, żeby oswoić ją z nową sytuacją. Odezwę się wkrótce. Pa” . Ciekawe na co liczy taki facet? Ma nadzieję, że za kilka miesięcy problem sam się rozwiąże? Mężczyźni są naprawdę beznadziejni i cieszyłam się, że ja jednak nie wysłałam do swoich byłych MMS-a ze zdjęciem dziecka. Wciąż mogę się łudzić, że ja miałam więcej szczęścia, chociaż i tak dobrze wiem, że to złudzenia.

Trzeba jednak przyznać, że wśród tych dwudziestu dziewięciu był jednak jeden w miarę porządny. Jeden z SMS-ów do Kaśki brzmiał tak: „Zaskoczyłaś mnie tą informacją. Spotkajmy się. Wiem, że nie byłem idealnym partnerem, ale na pewno będę dobrym ojcem dla naszego dziecka. Oczywiście o ile to moje dziecko.” Gdyby nie to ostatnie zdanie, facet byłby ideałem. Może to i dobrze, że wcale nim nie jest, bo pewnie byśmy się pozabijały walcząc o jego numer telefonu.

Swoją drogą dziwne było to, że żaden z byłych facetów nie odważył się zadzwonić. Ciekawe dlaczego? Może po prostu nie wiedzieliby co powiedzieć, a może to zupełnie coś innego? Nie wiem, ale jakoś nie nastraja mnie to zbyt optymistycznie, jeżeli chodzi o moją przyszłość, bo teraz to mam naprawdę beznadziejną sytuację. Z jednej strony, poczułam prawdziwy instynkt macierzyński i chciałbym mieć dziecko. Nie dlatego, że taki jest standard rodziny. Dlatego, bo tego naprawdę pragnę. Macierzyństwo wydaje mi się teraz wielkim szczęściem. Z drugiej strony każdy kolejny dzień z facetami upewnia mnie, że oni są naprawdę beznadziejni. Zaczynam mieć nadzieję, że to tylko mój pech, że ciągle na takich trafiam. Może inne kobiety mają więcej szczęścia. Muszę tak myśleć, bo lubię optymistyczne zakończenia.

Advertisements

komentarze 24 to “29. Instynkt macierzyński”

  1. Bardzo podoba mi się pomysł wysyłania zdjęć z dzieckiem na ręku byłym mężczyznom 😉 Śliczne…

  2. Przekażę Baśce Twoje wyrazy uznania dla tego szalonego pomysłu 😉

  3. Z punktu widzenia faceta i być może przyszłego ojca… kiedyś.. może w niedalekiej przyszłości… cieszy mnie fakt, że nie chciałaś brac udziału w tej dziecinadzie. Pozostaje nadzieja, że nie wszystkie kobiety zachowują się w ten sposób. Łatwo jest mówić źle o facetach, bo sami sobie robimy złą prasę, ale Drogie Panie – żeby tak nie ładnie zachowywać się tylko z powodu, ze nie pasowaliście do siebie z tamtymi innymi? ;( Ubolewam. Tak bardzo za nimi tęsknicie, że nie potraficie o nich zapomnieć i wciąż macie ich numery w pamięci… mimo, że z nich takie straszne świnie? Życzę Ci Karolino szczęścia i spełnienia. I dziękuję za wizytę u mnie – to mi schlebia.

  4. Czekam na następne notki 🙂

  5. Mellania Says:

    Świetna notka. Trzeci raz ją przeczytałam i śmieję się do monitora 😀

  6. Mellania Says:

    Co to ja jeszcze chciałam napisać.
    Twoja przyjaciółka – autorka wspaniałych rysunków coś ostatnio zaniedbuje blog 🙂 Trzeba coś z tym zrobić.

  7. Niestety, nie potrafię jej zmotywować, łzy i groźby na Nią nie działają 😀

  8. Mellania Says:

    Jeśli łzy, tupanie nogą, mina na bidulkę, groźby nie działają, to pozostaje szantaż, przekupstwo albo słodka obietnica 😉

    Ale się zadomowiłam.

  9. Dziękuję za odwiedziny na moim blogu i miłe słowa. Będę tu sobie do Ciebie zaglądała i czytała o troszkę innym świecie niż mój. Bardzo to ciekawe. Takie inne spojrzenie. Pozdrawiam gorąco.

    • Różnice powinny łączyć, chociaż zwykle dzielą. Ludzie bardzo często nie zdają sobie sprawy, że to dzięki różnicom żyjemy. Zaczynając od naszego poczęcia dzięki różnicom pomiędzy kobietą i mężczyzną, a kończąc na różnicach pomiędzy życiem i śmiercią.
      Ja jestem za przenikaniem się różnych światów, z korzyścią dla wszystkich 🙂

  10. Karolina, Ty zamiast dyskutować w komentarzach, może byś się wzięła za nowe wpisy, co? Bo czytać nie ma co…
    Pozdrawiam

  11. Mellania Says:

    „To co chcesz jej obiecać?”
    A to zależy od tego co ona lubi 😀

  12. Dobra, nie wytrzymam. Kobieto, jesteś nienormalna, beznadziejna i żałosna. Żeby narzekać na reakcje facetów po tym jak ich byłe wysyłają mmsa (!?!) z dzieckiem na rękach (?!?@?@!) pytając się, czy widzą podobieństwo? Kwiatek na oknie ma więcej klasy od was! A porządni faceci owszem, istnieją i nie tykają takiego gówna jak wy kijem (hm!) przez szmatę. Miłego życia.

  13. Mellania Says:

    elomelo
    Jesteś nierzeczowy w tym co napisałeś. Cooo, czyżby coś podobnego Cię spotkało?

  14. Z punktu widzenia faceta i być może przyszłego ojca… kiedyś.. może w niedalekiej przyszłości… cieszy mnie fakt, że nie chciałaś brac udziału w tej dziecinadzie. Pozostaje nadzieja, że nie wszystkie kobiety zachowują się w ten sposób. Łatwo jest mówić źle o facetach, bo sami sobie robimy złą prasę, ale Drogie Panie – żeby tak nie ładnie zachowywać się tylko z powodu, ze nie pasowaliście do siebie z tamtymi innymi? ;( Ubolewam. Tak bardzo za nimi tęsknicie, że nie potraficie o nich zapomnieć i wciąż macie ich numery w pamięci… mimo, że z nich takie straszne świnie? Życzę Ci Karolino szczęścia i spełnienia. I dziękuję za wizytę u mnie – to mi schlebia.
    +1

  15. Czarna_Wendy Says:

    Twój blog mnie zabija… Znaczy nie jestem jedyna na świecie popapranych facetów. Zamiast robić coś konstruktywnego dzisiejszego wieczora, po przeczytaniu tej notki, cofnęłam się do początku i mnie wzipało. Mam wrażenie jakbyś pisała o mnie… Będę śledzić rozwój sytuacji z zaciekawieniem. A nóż widelec i ja znajdę tego jedynego…? Powodzenia Karolino. 🙂 Pozdrawiam

  16. Pozdrawiam… koleżankę;)

  17. homo lupus Says:

    hmmm na początek podziękowania… najtężsi filozofowie usiłowali ogarnąć ścieżki, którymi podąża kobiece myślenie – z miernym skutkiem…. a tutaj proszę, autoprezentacja gratis 

    Pomysł zdjęcia z dzieciątkiem oceniłbym na skrojony „na miarę możliwości”, i nie jest to tylko parafraza tekstu z „Misia” (o czym za chwilę). Jeśli bowiem uznać go za pochodną porażek genetycznie kodowanej żądzy rozmnożenia się, to jest w tym głębszy sens.

    Przede wszystkim należy zauważyć niską jakość „byłych”. Pośledniość tego sortu nie wynika przy tym z jego „byłości”, ale z niedostatków inteligencji. Jeśli bowiem zawodnik poznany 5 miesięcy temu reaguje agresywnie na widok dwumiesięcznego dziecka (9+2=11), to znaczy, że przerasta go prosta refleksja i umiejętność dodawania. Co więcej, żaden z panów nie wykazał się poczuciem humoru na poziomie odpowiadającym MMS-owi z dzidziusiem. Od gościa z TAKĄ klasą oczekiwałbym np. takiej odpowiedzi:

    „Kochanie, sumienie mnie ruszyło na widok tej kruszyny. Muszę Ci wyznać, że ostatni test na HIV wyszedł mi pozytywnie. Zbadaj siebie i dziecko, powiadom wszystkich późniejszych partnerów”.

    I być może pomysł takiej wymiany uprzejmości mógłby zakończyć temat. Gdyby jednak ponownie sięgnąć do ewolucji i pakietu – jako się rzekło: nędznych umysłowo – „byłych”, to pojawia się jeszcze jeden sens. Być może Wasza zdolność do wybierania wyłącznie TAKICH „już-za-chwilę-i-tak-nieuchronnie-byłych” wynika ze skali Waszych możliwości, a kolejne procesy stawania się „byłymi” są formą obrony jakości gatunku przez ewolucję? Tak, wiem, ta obrona nie zawsze jest skuteczna, wobec czego konieczne było ustanowienie Nagrody Darwina, ale zamiast naprawiać błędy lepiej jest ich nie popełniać…

  18. Droga przyjaciółko Karolinko )))))))))))))))) faceci tak ostatnio zaabsorbowali mnie ,że nie miałam czasu na rysowanie, ale obiecuję sie porawić , słodka obietnica to jest to !!!!! mogłabyś chciaż lody za te rysunki postawić ))))))))))))))))) wredna wykorzystywaczko ;-)))))))))))))pozdrawiam i całuski śle w policzusie twoje uróżowione , pojutrze dam nowe rysunki obiecuje ( słowo harcerza) i wybacz mi Karolinko, że Cię zaniedbywałam )))))))))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: