Archive for the facet Category

30. Mocna kawa cz. I

Posted in facet, kawa on 25 lutego 2011 by Karolina

Wczoraj, jak to zwykle w czwartek w samo południe, siedziałem wpatrzona w monitor. Spokojnie, w naszym biurze też się nie pracuje się już od czwartku z powodu zbliżającego się weekendu. Po prostu robiłam przegląd wydarzeń kulturalnych, bo miałyśmy z Baśką w piątek i sobotę gdzieś wyskoczyć. Pisząc gdzieś, nie mam na myśli klubu, bo gdyby to miałby być klub, to napisałabym, że do  klubu. Pisząc gdzieś miałam na myśli kino, albo teatr. Opera odpadała, bo… bo bilety trzeba kupować z półrocznym wyprzedzeniem.

W końcu znalazłam. Jakiś artystyczny piątkowy event połączony z konsumpcją szpamana. Na początek powrotu do życia to wystarczy. Wątek kulturalny potrwa chwilę, więc nawet jeżeli będzie dołujący, to humorów nie zdąży nam popsuć. Zaraz potem dołączymy do dziewczyn, które od razu po pracy wybierały się do klubu, zahaczając jedynie na krótkie dwie, trzy godziny do Sphinksa.

Zaczęłam zapisywać adres, pod którym event miał się odbyć, kiedy jak zwykle w samo południe otworzyły się drzwi.

– Wstaw wodę i zalej kubki, ja już kończę. – powiedziałam nie odrywając oczu od monitora.

Nie musiałam. W kwestii wspólnego spożywania kawy Baśka była punktualniejsza niż przedwojenne polskie koleje. To była pora trzeciej kawy, którą zwykle to ja parzyłam, ale dzisiaj nie zdążyłam. Chciałam jeszcze przejrzeć kilka kulturalnych stron, żeby ze spokojnym sumieniem wmówić sobie, że w ten weekend nic ciekawszego w naszej stolicy nie będzie się dziać.

Baśka tymczasem krzątała się przy kawie. Słyszałam jak pobrzękuje filiżankami i już po chwili poczułam aromat kawy. Nie wiem, co takiego jest w kawie i jej zapachu? Nie da się jednak ukryć, że kawa ma jakieś magiczne właściwości. Pierwsza kawa pozwala nam dojść do siebie i przejrzeć prasę lub wiadomości w Internecie. Druga to chwila relaksu, kiedy możemy rozkoszować się smakiem kawy, bo już nie śpimy i wreszcie czujemy więcej. A od trzeciej nie liczy się już tak bardzo smak, co przede wszystkim towarzystwo, w którym ją pijemy. No tak, a ja jak zwykle trzecią kawę piję w towarzystwie najlepszej przyjaciółki. Taka trochę rutyna jakby, chociaż dobrze, że w ogóle mam z kim ją pić.

Nagle Baśka postawiła przede mną filiżankę kawy, a ja aż odskoczyłam jak oparzona. Ręka Baśki była duża, z niepomalowanymi, krótko obciętymi paznokciami i była przytwierdzona do ramienia jakiegoś mężczyzny. Patrzyłam na niego oniemiała, bo oto nagle moja najlepsza przyjaciółka zamienia się w najprzystojniejszego faceta, jakiego widziałem od trzech dni, a może nawet od czterech. Czy to nie byłoby piękne? Najlepsza przyjaciółka, która doskonale nas rozumie, zna, akceptuje nagle zamienia się w nasz ideał? Wiem, że cuda się nie zdarzają, ale przez moment tak właśnie się czułam. Ten cud natury musiał jednak opatrznie zrozumieć moje milczenie.

– Przestraszyłem panią. Przepraszam najmocniej. – powiedział tak aksamitnym głosem, że nogi się pode mną ugięły.

Uwielbiam męskie głosy, szczególnie przez telefon. Czasem wydaje mi się, że mogłabym rozmawiać i rozmawiać zasypiając z telefonem przy uchu, a tutaj ten facet nie potrzebował telefonu, żeby powalić mnie na kolana. Najgorsze w takich chwilach jest to, że często właśnie wtedy dopada nas jakieś idiotyczne wspomnienie lub skojarzenie. Dopadło i mnie. Wciąż miałam przed oczami jedną, jedyną scenę z serialu „Dom”. Jeden z bohaterów, prosty i jednoznacznym językiem pyta: „Noooo, ale o co się rozchodzi?”. To było koszmarne uczucie, bo wiedziałam, że powinnam się odezwać, ale w głowie wciąż miałam tylko tę jedną myśl.

– Noooo, ale o co się rozchodzi? – odezwałam się w końcu i ze wstydu zamknęłam oczy.

                                                                                                             Cdn…

29. Instynkt macierzyński

Posted in ciąża, dzieci, dziecko, facet, instynkt macierzyński, macierzyństwo, szukam męża with tags on 15 stycznia 2011 by Karolina

Kiedy ponad rok temu postanawiałam znaleźć sobie męża, to jedną z konsekwencji usidlenia jakiegoś mężczyzny, była również myśl o dzieciach. Nie to, żebym wtedy czuła jakiś instynkt czy powołanie do bycia matką. No może raz, przez moment czułam się jak rodzic, kiedy podejrzewałyśmy, że Baśka jest w ciąży, ale tego nie można zaliczyć do instynku macierzyńskiego. W każdym razie w mojej definicji rodziny mieści się mąż, żona, dzieci i jakiś zwierzak. Najlepiej pies, ale może być też kot. Dla mnie, kobiety XXI wieku, wychowanej według standardów środkowoeuropejskich, taki schemat rodziny jest oczywisty i wcale się tego nie wstydzę.

Jednak jeszcze kilka dni temu, mój stosunek do dzieci był, najdelikatniej mówiąc, obojętny. Brak posiadania dziecka nie dyskwalifikował mnie w moich oczach. Mało tego, dzięki temu mogłam rozwijać się zawodo i towarzysko. Owszem, na obu polach ponoszę ostatnio same porażki, ale ogólnie jednak mogę sobie postawić więcej plusów niż minusów.

Często wydaje się nam, że nasze życie jest nudne i przewidywalne. Każdy dzień chociaż pozornie inny jest jednak podobny do poprzednich. I nagle okazuje się, że zwykły drobiazg może sprawić, że zmieniamy pogląd na nasze życie. To, co dotychczas wydawało się nam ważne przestaje być istotne i na odwrót, to co w ogóle się dla nas nie liczyło, nagle staje się jedynym, na czym nam zależy.

I właśnie wczoraj zmieniłam sposób patrzenia na życie. Drobiazg, który mi w tym pomógł ważył jakieś sześć kilogramów i był dwumiesięczną córką Majki z Działu sprzedaży. Oczywiście samo pojawienie się w biurze koleżanki z dzieckiem nie miałoby żadnego wpływu na mój stosunek do dzieci, bo przecież nie raz widziałam dzieci z bliska, czy to w autobusie, czy tramwaju, nie wspominając już o tabunach dzieci wydzierających się w galeriach handlowych. Znaczenie miało „oczko”…

– O boże, oczko! – krzyknęła Majka i bez słowa wcisnęła mi córkę w ręce.

Stałam jak słup soli, gdy tymczasem wyrodna matka, która oddała dziecko w ręce obcej przecież kobiety, podciągnęła spódniczkę, żeby zobaczyć jak daleko poleciało jej oczko w rajstopach. Baśka, dziewczyna z refleksem, już do niej biegła z lakierem do paznokci, a Aśka z księgowości robiła mi zdjęcie. A ja wciąż stałam z tymi wyprostowanymi rękoma i musiałam naprawdę głupio wyglądać, bo Majka oderwała wzrok od rajstop i z uśmiechem spojrzała na mnie.

– Nie bój się, nie ugryzie cię, jeszcze nie ząbkowała – powiedziała miło i dodała. – Możesz ją przytulić, zobaczysz, że to świetne uczucie.

Skinęłam głową na znak, że rozumiem i powoli zbliżyłam córkę Majki do siebie. I wtedy właśnie nastąpiła we mnie ta zmiana.

– Ależ ona pachnie – powiedziałam. – Nie spodziewałam się, że małe dzieci aż tak instensywnie pachną.

– Cholera – zaklęła Majka w odpowiedzi na moje słowa. – Mam nadzieję, że się nie zesrała, bo nie mam przy sobie pieluch.

Wszystkie jak tam stałyśmy, a więc ja, Baśka, Aśka, Beata, Monika, Klaudia, Kaśka i Weronika musiałyśmy spojrzeć na Majkę z naprawdę zdziwionymi minami, bo ta dosyć niewybrednie to skomentowała.

– No co?! – rzuciła zaczepnie.

– Nic, my tylko… ja tylko… nie zdawałam sobie sprawy, że małe dzieci tak cudownie pachną, a ty wyjeżdżasz tutaj o… o… pieluchach. – odpowiedziałam i nawet nie musiałam silić się na łagodność, bo dzięki dziecku przy piersi, po prostu byłam łagodna.

– Dobra, nieważne, bo mam niezły pomysł. – nagle wtrąciła się Baśka. – Skoro mamy tutaj takie słodkie baby to zrobimy „babies terror”.

– Co?! Co ty chcesz zrobić mojemu dziecku?! – krzyknęła Majka zabierając córkę z moich rąk i tuląc ją mocno do siebie.

– Nie twojej córeczce głupia. Tylko naszym byłym, którzy byli takimi idiotami, że już nie są z nami.

Kiedy Baśka opowiadała o swoim pomyśle, tylko ja miałam wątpliwości i w końcu postanowiłam nie brać udziału w jej zabawie. Te wariatki nie miały żadnych obiekcji i najpierw zrobiły sobie po kolei zdjęcia z dzieckiem telefonami, a potem powysyłały MMS-y do byłych facetów z tekstem: „Czy dostrzegasz podobieństwo?”. W sumie wysłały dwadzieścia dziewięć MMS-ów, co średnio daje ponad trzech byłych na jedną z nich. Do tej pory myślałam, że tylko ja mam problem z facetami, który przejawia się między innymi w dużej liczbie byłych, ale okazało się, że wcale nie jestem wyjątkiem.

Muszę przyznać, że Baśka naprawdę miewa niezłe pomysły. Dosyć szybko zaczęły przychodzić odpowiedzi od „byłych”, którzy w większości próbowali delikatnie wybadać grunt, czy uda się z tego jakoś wykręcić.  Były to dosyć mierne teksty i czuć było, że pisali je faceci, którym ślina nagle zaschła w gardle. Jednak pojawił się rodzynek. Jeden z byłych Weroniki napisał: „Kiedy cię zostawiałem nie miałaś dziecka. To chyba zamyka ten temat. Pozdrawiam i życzę szczęścia. Adrian”. Adrian jednogłośnie został okrzyknięty „cwaniakiem roku”.

Najgłupszy natomiast okazał się były Moniki. Poznali się pięć miesięcy temu, a cała ich znajomość trwała miesiąc. Ten facet nie miał jednak żadnych wątpliwości, że nie ma szans, aby to było jego dziecko, bo napisał tak: „Chcesz mnie wrobić w dziecko, ale ci się to nie uda. Trzeba było się zabezpieczać, a nie teraz porządnych ludzi straszyć alimentami.” Niezły był też Michał, były facet Aśki. Jego SMS brzmiał następująco: „Ja się cieszę, ale nie wiem jak zareaguje na to moja schorowana matka. Potrzebuję kilku miesięcy, żeby oswoić ją z nową sytuacją. Odezwę się wkrótce. Pa” . Ciekawe na co liczy taki facet? Ma nadzieję, że za kilka miesięcy problem sam się rozwiąże? Mężczyźni są naprawdę beznadziejni i cieszyłam się, że ja jednak nie wysłałam do swoich byłych MMS-a ze zdjęciem dziecka. Wciąż mogę się łudzić, że ja miałam więcej szczęścia, chociaż i tak dobrze wiem, że to złudzenia.

Trzeba jednak przyznać, że wśród tych dwudziestu dziewięciu był jednak jeden w miarę porządny. Jeden z SMS-ów do Kaśki brzmiał tak: „Zaskoczyłaś mnie tą informacją. Spotkajmy się. Wiem, że nie byłem idealnym partnerem, ale na pewno będę dobrym ojcem dla naszego dziecka. Oczywiście o ile to moje dziecko.” Gdyby nie to ostatnie zdanie, facet byłby ideałem. Może to i dobrze, że wcale nim nie jest, bo pewnie byśmy się pozabijały walcząc o jego numer telefonu.

Swoją drogą dziwne było to, że żaden z byłych facetów nie odważył się zadzwonić. Ciekawe dlaczego? Może po prostu nie wiedzieliby co powiedzieć, a może to zupełnie coś innego? Nie wiem, ale jakoś nie nastraja mnie to zbyt optymistycznie, jeżeli chodzi o moją przyszłość, bo teraz to mam naprawdę beznadziejną sytuację. Z jednej strony, poczułam prawdziwy instynkt macierzyński i chciałbym mieć dziecko. Nie dlatego, że taki jest standard rodziny. Dlatego, bo tego naprawdę pragnę. Macierzyństwo wydaje mi się teraz wielkim szczęściem. Z drugiej strony każdy kolejny dzień z facetami upewnia mnie, że oni są naprawdę beznadziejni. Zaczynam mieć nadzieję, że to tylko mój pech, że ciągle na takich trafiam. Może inne kobiety mają więcej szczęścia. Muszę tak myśleć, bo lubię optymistyczne zakończenia.

28. Szkoda, że to nie lato

Posted in czereśnie, facet, Pamiętnik, praca, prezes, szukam męża on 9 stycznia 2011 by Karolina

Kiedy postanawiałam, że odzyskam pozycję w firmie nie spodziewałam się, że będzie to trudniejsze niż odzyskanie przyjaciółki. Inna sprawa, że odzyskanie przyjaźni Baśki zajęło mi naprawdę niewiele czasu i chyba spodziewałam się równie szybkich efektów w przypadku spraw zawodowych.

Niestety, z powodu częstych wyjazdów z Radkiem jedna żmija z ustami a la przyssawka, wkupiła się w łaski prezesa i następnie podstępnie przejęła moje obowiązki. No dobrze, może nie podstępnie, bo ktoś to musiał robić, ale dlaczego akurat ona? Żmija miała na imię Aneta i zdawałam sobie sprawę, że przez te jej naprawdę seksowne usta nie będzie łatwo wrócić do tego co było. Wszystko przez tych głupich facetów, którzy naprawdę myślą tylko o jednym.

Chyba nie potrafiłabym być mężczyzną. No bo jak można myśleć o niczym? Albo jak można godzinami ślęczeć przed telewizorem oglądając jakiś durny mecz. Nie da się zaprzeczyć oczywiście, że sport może być fascynujący i interesujący. Chociażby sukcesy Justyny Kowalczyk. Nawet ja z dumą oglądam transmisje z jej startów i co ważne, wszystko rozumiem. Najszybsza zawodnicza wygrywa. Tak samo jest z Małyszem. Kto dalej skoczy, ten zostaje zwycięzcą. W przypadku piłki nożnej takie proste to już nie jest. Weźmy na przykład rozgrywki grupowe na mistrzostwach świata. Oglądałam prawie wszystkie mecze z Radkiem i teraz co nieco orientuję się w tych zawiłościach. Więc po pierwsze mecz może zakończyć się remisem, a to znaczy, że nikt nie wygrał. Remisy powoduję, że piłkarze potrafią cieszyć się, że nie przegrali i tego to już nie ogarniam. Wyobraźmy sobie Justynę Kowalczyk, która zajmuje pierwsze miejsce i nie cieszy się ze zwycięstwa, tylko z tego, że nie przegrała.

Wracając jednak do oglądania meczy przez domowych kibiców. Wyobraźcie sobie dziewięćdziesiąt minut gry i do tego piętnaście minut przerwy, podczas których nic się nie dzieje. To znaczy zawodnicy biegają, podają sobie piłki, potem to samo robią ich przeciwnicy i tak na zmianę. Nie pada żadna bramka i mimo to można usłyszeć o taktyce, strategii, o świetnych zagraniach. To prawie tak jakby opowiadać koleżance o świetnym kochanku, który doskonale wiedział gdzie dotknąć, gdzie pocałować, co powiedzieć, ale do orgazmu nie doprowadził. To znaczy siebie doprowadził, bo oni zawsze potrafią skończyć. I co ciekawe, nie byłaby to jego porażka, tylko zwycięstwo lub ewentualnie remis, gdyby jednak okazał się dżentelmenem i też nie skończył.

Wracając jednak do tego, że mężczyźni myślą tylko o jednym, muszę wyjaśnić, że wcale nie chodziło mi o futbol. Dla widoku klęczącej przed nimi kobiety, z ustami jak u Anety, mężczyzni nie tylko zapomną o futbolu. Oni nawet skupią całą swoją uwagę na te kilka minut na kobiecie. Oczywiście pisząc kilka minut podkreślam jedynie mój wrodzony optymizm. Zwykle trwa to o wiele krócej i często bez możliwości szybkiej powtórki. Dlatego chcąc skupić myśli mężczyny na sobie, należy dużo obiecywać, a mało z tego realizować.

I to właśnie robiła Aneta. Podczas narady u prezesa cały czas trzymała w ustach końcówkę ołówka. Kręciła tym językiem na wszystkie strony, jakby chciała z tego ołówka zrobić serpentynę. Jak można się domyślić, wszyscy obecni panowie, łącznie z prezesem patrzyli na to z opadniętymi szczękami. Prezes to nawet ruszał ustami jakby chciał coś powiedzieć, ale podejrzewam, że tylko bezwiednie odwzorowywał ruchy wargi Anety. 

– Aneta, przewiercisz sobie głowę tym ołówkiem, przestań tak nim kręcić – powiedziałam próbując zmusić ją do zaprzestania tych manipulacji.

– Nie mogę, jestem typem oralnym – odpowiedziała udając lekkie zawstydzenie i zaraz dodała, żeby panowie na pewno dobrze zrozumieli. – Lubię czuć, że mam coś w ustach.

Przyznaję, że zagotowało się we mnie. Chciałam to jeszcze jakoś skomentować, ale patrząc na obecnych panów wiedziałam, że nie mam już żadnych szans. Oni o niczym innym już nie myśleli.

Byłam bliska załamania, ale na szczęście przypomniała mi się opowieść jednego z moich dawnych znajomych. Opowiadał o dziewczynie, która potrafiła włożyć sobie do ust czereśnię z ogonkiem i po chwili wyjąć ten ogonek razem z pestką. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby na ogonku nie zawiązywała jednocześnie słupełka. Jak zarzekał się mój znajomy, nie zna faceta, który nie byłby tym zafascynowany. Szkoda, że to styczeń i zdobycie czereśni lub wiśni z ogonkami jest raczej niemożliwe. Z drugiej strony i tak nie potrafię wiązać słupełków językiem, więc będę mieć czas do wakacji, aby potrenować tę przydatną umiejętność, żeby potem załatwić tym Anetę. Oczami wyobraźni widziałam jej głupią minę i ta myśl pomogła mi dotrwać w spokoju do końca narady.

Po zebraniu opowiedziałam wszystko Baście. Ta słusznie zauważyła, że na pewno znaczenie szybciej odzyskam pozycję w firmie i ta wyjątkowa umiejętność nie będzie mi potrzebna podczas narad. Miała oczywiście rację, ale i tak nie zniechęciło mnie to jednak do planów podjęcia ćwiczeń. Nigdy nie wiadomo, czy w jakiejś innej sytuacji taki supełek mi się nie przyda.

A co do pracy… No cóż, pomyślę nad jakąś strategią i od poniedziałku zacznę. Dzisiaj wolę pomarzyć o ogonkach.

27. Nowy Rok

Posted in facet, Nowy Rok, Pamiętnik, podsumowanie, Sylwester, szukam męża on 3 stycznia 2011 by Karolina

Nie rozumiem, skąd u ludzi pojawia się nadzieja, że wraz z Nowym Rokiem odmieni się ich los. Oczywiście wszyscy na pewno zakładają, że na lepsze. Ja osobiście nie dostrzegam niczego w magicznego w dacie pierwszego stycznia i podziwiam tych, którzy mają w sobie tyle wiarę w nadchodzące zmiany. Dla mnie nowy rok to problem z zapamiętaniem cyferek, na końcu daty. Znowu przez dwa czy trzy tygodnie będę musiała się pilnować, żeby wpisywać jedenastkę zamiast dziesiątki na końcu daty. A kiedy do tego przywyknę, to będzie znaczy, że nowy rok, wcale już nie jest nowy.

O wiele większą wagę przywiązywałabym raczej do zmieniających się pór roku. Nowy rok powinniśmy obchodzić raczej wiosną, która potrafi przynieść nadzieję, optymizm, nowe siły i przede wszystkim nowe możliwości. Ale zima? Nie dość, że jest śnieg, mróz i lodowaty wiatr, to w dodatku raptem parę godzin w ciągu doby dociera do nas światło słoneczne. Oczywiście co innego zima w górach. Narty, obcisłe kombinezony, grzane wino i wiele innych atrakcji sprawia, że w górach można pokochać zimę. Ale nie w mieście.

O północy dosyć długo stałyśmy w oknie z kieliszkami szampana w dłoniach i oglądałyśmy rozbłyski sztucznych ogni. Nie wiem o czym myślała Baśka, ale ja próbowałam sobie przypomnieć sylwestera sprzed dziesięciu lat, na przełomie wieków. Wydawało mi się wówczas, że życie w dwudziestym pierwszym wieku będzie podobne raczej do obrazów z filmów science fiction, a nie do dwudziestowiecznej rzeczywistości. A tymczasem poza powstaniem Facebooka nic się nie zmieniło.

Tak na marginesie dodam, że nie mam konta na Facebooku. Kilka dni temu pomyślałam nawet, że się zarejestruję, ale Kasia z administracyjnego powiedziała, że Faceboook jest już passé, więc chyba trochę się spóźniłam.

Wracając jednak do rzeczywistości to, chociaż trudno się do tego przyznać, wciąż mam cichą nadzieję, że poznam wreszcie kogoś sensownego. I tym pesymistyczno-optymistycznym akcentem zaczynam kolejny rok…

26. Zdrada z brzydszą kobietą

Posted in facet, Pamiętnik, szukam męża, wybaczenie, zdrada with tags , , , , , on 31 grudnia 2010 by Karolina

Kiedy dzisiaj rano w pracy spojrzałam na kalendarz wiszący na ścianie coś zrozumiałam. Minął rok, a ja nawet nie mam co wspominać. Byłam z Radkiem w tylu ciekawych miejscach, poznałam wielu ludzi ze świata mody i nie mam co wspominać. Totalna pustka w głowie. Żadnych wizji i obrazów.

Zamyśliłam się i pewnie bym tak siedziała wpatrzona w kalendarz gdyby nie Baśka z dwoma kubkami kawy ze Starbucksa – to taka nasza nowa tradycja. Od wczoraj. W każdym razie widok przyjaciółki uzmysłowił mi, że teraz mam kogo się poradzić. Mam z kim podzielić się radościami lub wątpliwościami i mogę wreszcie cieszyć się spojrzeniem kogoś z boku. Kogoś tak subiektywnego, że aż obiektywnego, czyli zostało już tylko jedno. Nie zwlekając zapytałam Baśkę co o tym myśli. Mówiąc o tym, miałam na myśli tę dziwną pustkę w mojej głowie.

Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się rzeczowej odpowiedzi od Baśki i muszę przyznać, że jej punkt widzenia bardzo mnie zaskoczył.

– To proste – powiedziała. – Robiłaś to z nieodpowiednią osobą. Nie miałaś z kim dzielić swoich radości. Zresztą Radek to…

– Błagam, oszczędź mi wykładów o Radku, ok? – zawarczałam. – Lepiej pochwal się tym swoim siedemnastorgazmowcem. Nadal się z nim spotykasz?

– Zerwałam z nim!

Całe szczęście, że nie przełykałam akurat kawy, bo na pewno bym się zakrztusiła na śmierć, przy okazji zapluwając wszystko i wszystkich dookoła.

– Jak to zerwałaś?! Czyś ty zwariowała?! – bezwiednie zaczęłam krzyczeć. – Jak można zerwać z takim facetem?!

– Ciszej wariatko! – syknęła w odpowiedzi. – Zaraz całe biuro się o tym dowie.

Chcąc nie chcąc, aby ukrócić moje krzyki pełne oburzenia Baśka musiała wszystko opowiedzieć, dosłownie wszystko. Okazało się, że jej siedemnastoorgazmowiec miał jeszcze jedną przyjaciółkę. Jak wykazało śledztwo, czasem spotykał się z nimi tego samego dnia. Swoją drogą to facet musi mieć niezłą kondycję, no i sporo sprytu. W każdym razie Baśka przyłapała go na zdradzie i to jej wystarczyło aby z nim zerwać. Kiedy skończyła swoją opowieść znowu się zamyśliłam. Do tej pory wyobrażałam sobie tego jej czarodzieja jako nieźle zbudowanego, ale bez przesady, mężczyznę z inteligentnym spojrzeniem. W moich wizjach wyglądał jak biznesmen z reklamy wody po goleniu. Teraz , kiedy dowiedziałam się, że facet po upojnym seksie z Baśką nie tylko nie powłóczył nogami, ale potem powtarzał to samo z inną kobietą, widziałam go zupełnie inaczej. Był połączeniem przystojnego pilota najdroższych linii lotnicznych z męskim marynarzem ze szklaneczką burbona w dłoni i to wszystko z mózgiem płci żeńskiej. Musiałam bezwiednie uśmiechnąć się do tej wizji, bo nagle usłyszałam głos Baśki.

– Śmiejesz się ze mnie? – zapytała zaczepnie i zadała kolejne pytanie. – Co ty o tym myślisz?

– Myślę, że… – przez moment wahałam się czy jej to powiedzieć. – Myślę, że gdybyś dała mi wtedy namiary na niego, to przynajmniej dzieliłabyś się z przyjaciółką, a nie jakąś obcą babą.

– Słucham?! – tylko tyle dała radęwychrypieć.

– I w dodatku nie musiałabym tracić czternastu miesięcy na Radka! – znowu prawie krzyczałam. – Nienawidzę cię!

Baśka popatrzyła na mnie przez chwilę z powagą, następnie sprawdziła czy zostało jej jeszcze trochę kawy. Po chwili podniosła kubek do ust.

– Przepraszam. – powiedziała to z kubkiem przy ustach, przez co jej głos zadudnił jakby wpadła do studni. – Najgorsze jest, że ta druga jest bardzo ładna, dużo ładniejsza ode mnie. I wiem, że gdybyś to była ty, to nie byłoby mi tak ciężko.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – tym razem to ja zasyczałam.

– Tylko tyle, że jest mi naprawdę przykro, że zdradzał mnie z ładniejszą ode mnie.

Baśka pochyliła głowę aby ukryć pojawiające się łzy. Zrozumiałam, że znowu okazałam się egoistką. Nie myślałam o niej, tylko o sobie. Czasem chyba naprawdę zachowuję się jak facet i przestaję mysleć głową. Postanowiłam ją pocieszyć.

– Potrafisz sobie wyobrazić, jak tamta druga musiała się czuć wiedząc, że ten twój czarodziej zdradzał ją z brzydszą od niej? – zapytałam czule gładząc dłoń Baśki.

Niestety, nie doczekałam się odpowiedzi. Chociaż nie, odpowiedź była, tyle, że pod postacią spazmatycznego szlochu. Nie ma co, ładnie pocieszyłam przyjaciółkę. Na szczęście mój wzrok znowu padł na kalendarz. 31 grudnia 2010 roku. No tak! Nagle zdałam sobie sprawę, że to dzisiaj jest Sylwester, a ja nie mam żadnych planów!

– Baśka, gdzie wybierasz się na Sylwestra? – zapytałam niewinnie. – Masz jakieś plany?

Baśka znowu mi nic nie odpowiedziała, ale przynajmniej przestała płakać. Znieruchomiała jedynie z miną kameleona, próbującego wtopić się w otoczenie.

– Baśka, co nic nie mówisz? – zrobiłam groźną minę. – Ukrywasz coś przede mną?

– A co mam ukrywać?! Że sama będę siedzieć w domu?! – znowu wybuchła. – Myślisz, że ja mam tysiące zaproszeń jak ty?

– Ale ja też pewnie zostanę w domu. Nie mam gdzie iść.

Baśka rozpromieniała. W jej oczach pojawił się blask i trudno było oprzeć się wrażeniu, że świadomość iż noc sylwestrową spędzę samotnie w domu sprawia jej radość, a może nawet rozkosz. Ta myśl wydała mi się jednak absurdalna, bo przecież ja mojej przyjaciółce aż tak źle bym nie życzyła. Oczywiście co innego w złości, ale to się nie liczy.

– Słuchaj! – krzyknęła nagle Baśka. – Urządźmy razem imprezę. U ciebie w domu.

– U mnie w domu? – wyjęczałam nie zbyt zadowolona.

– Tak! U ciebie! Zrobimy imprezę. Tylko dla singielek! Żadnych facetów! Zaprosimy wszystkie nasze znajome, które są teraz same! Zróbmy szybko listę, to zaraz je obdzwonimy! – Baśka nakręcała się coraz bardziej i muszę przyznać, że i mi zaczął udzielać się jej entuzjazm.

Właczyłam komputer i zabrałyśmy się do przygotowywania listy. Zaczęłyśmy od koleżanek z firmy, bo są pod ręką i łatwo będzie ustalić która co przygotowuje. Po kilku minutach wpisywania imion okazało się, że mamy już piętnaście kandydatek do zaproszenia na imprezę, a przecież dopiero co zaczęłyśmy tworzenie listy. A gdzie reszta znajomych? Nagle przeraziła nas myśl, że wśród kobiet z naszych kręgów, czyli z przedziału 25-35, ponad 70% to singielki. Jeszcze gorsza była myśl, że dotyczy to również nas.

Spojrzałyśmy na siebie i już wiedziałyśmy, że żadnej imprezy nie będzie. Nie damy się zaszufladkować do tych 70%. Nie my! Same powitamy Nowy Rok. Będzie mniej przygotowań i sprzątania po imprezie.

– Wiesz co, to ja kupię program telewizyjny, na pewno znajdziemy coś ciekawego. – zaproponowałam.

– A ja ugotuję rosół. – powiedziała Baśka i dodała w odpowiedzi na moje pytające spojrzenie. – No gdyby pogorszył się nam nastrój, że jesteśmy same. Tak na wszelki wypadek…

25. To nie było fair.

Posted in facet, Pamiętnik, szukam męża, wybaczenie on 30 grudnia 2010 by Karolina

My kobiety mamy wiele zasad, których staramy się trzymać. Zwykle jednak rezygnujemy z nich, kiedy w naszym życiu pojawia się mężczyzna, którego traktujemy poważnie. Ze mną też tak było. Złamałam jedną z najważniejszych zasad mówiącą, że żaden facet nie jest wart utraty przyjaciółki. Oczywiście inne zasady, te złamane, też wkrótce wrócą do mnie rykoszetem, ale najpierw musiałam zająć się odbudowaniem relacji z Baśką. Zdawałam sobie sprawę, że aby odzyskać przyjaciółkę, będę musiała uzbroić się nie tylko w cierpliwość, ale i delikatność i co tu dużo mówić, również uległość. Oczami wyobraźni zobaczyłam jak Baśka widząc moje starania wykorzystuje mnie w pracy, przeżucając najbardziej pracochłonne prace na mnie. Czułam, że będę musiała nie tylko to znosić, a słowo pokuta nabierze dla mnie realnego wymiaru.

Byłam jednak na to wszystko gotowa! W imię dawnej przyjaźni obiecałam sobie, że nie spocznę, dopóki nie przekonam Baśki, aby dała mi drugą, albo może trzecią… aby po prostu dała mi kolejną szansę. W czasie mojej autoterapii (czyt. TVN Style z ptasim mleczkiem) wmówiłam sobie, że przyjaźń z Baśką jest warta największych poświęceń. A aby poświęcenie było skuteczne, potrzebny jest dobry plan.

Gdybym była facetem, to pewnie poczułabym się niczym Napoleon obmyślający kolejne strategie i warianty zdobywania Baśki. Jeden z pomysłów obejmował nawet płacz i łkanie, ale miałam nadzieję, że do tego jednak nie dojdzie. Na początek przygotowałam tekst z przeprosinami. Uznałam bowiem, że najpierw powinnam Baśkę przeprosić za to, że odkąd Bartek u mnie zamieszkał, to już nigdy nie miałam dla niej nawet kilku minut czasu. Ileż to razy próbowała wyciągnąć mnie na zakupy, do kina lub na nocny wypad do klubu. A ja ciągle powtarzałam jedno zdanie, że mam już inne plany z Bartkiem.

W końcu przestała mi cokolwiek proponować, a mi było to na rękę, bo ile razy można powtarzać tę samą wymówkę… No i wyrzuty sumienia, które wtedy miałam przez te zaproszenia Baśki. A już najgorzej było wtedy, kiedy próbowała mi wręczyć zaproszenie na swoje urodziny, a my z Radkiem akurat mieliśmy iść po kostiumy kąpielowe dla mnie na kolejny wyjazd. Oczywiście skończyło się jak zawsze na kilkugodzinnym pobycie w sklepie fotograficznym, ale Baśka i tak nie powinna wywoływać na mnie takiej presji psychicznej. Pamiętam, że byłam wtedy na nią bardzo zła za chandrę, którą miałam potem przez cały kolejny dzień.

Zaczęłam się nawet zastanawiać czy to właśnie ja powinnam przepraszać. Co ja właściwie jej takiego zrobiłam? Raptem przez jakiś czas nie miałam dla niej czasu i nie poszłam na jej urodziny. Czy to moja wina, że byłam szczęśliwa z Radkiem? No tak, teraz z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że nie tylko nie byłam szczęśliwa, ale wręcz postępowałam wbrew sobie, ale to chyba nie powód, żeby teraz prosić kogokolwiek o wybaczenie. Jakby nie patrzeć to jednak ja poniosłam największe straty, i to zarówno materialne, jak i duchowe.

I wtedy znowu uświadomiłam sobie jak bardzo potrzebuję Baśki. O ile z finansami poradzę sobie sama, to jednak odnowa mojej psychiki wymagało przyjaciółki. Szczególnie takiej, która przynosiła mi rosół na pocieszenie. Właściwie to nawet nie wiem dlaczego rosół? Jak Baśka wpadła na tak absurdalny pomysł, tym bardziej, że to naprawdę pomaga. Muszę ją o to zapytać przy okazji. To kolejny poważny powód aby ją przeprosić.

Następnego dnia rano jadąc autobusem do pracy, z głową pełną tajnych planów odzyskania przyjaciółki, które wybiegały w przyszłość na wiele tygodni wprzód, postanowiłam od razu zabrać się za ich realizację. Przez moment zastanawiałam się, który wariant wybrać na początek, bo wymyśliłam ich aż trzynaście i wtedy mój wzrok zatrzymał się na kawiarnię Coffee Heaven na Nowym Świecie. Już wiedziałam od czego zacznę. Od wyśmienitej kawy, którą z samego rana zaserwuję Baśce. Niebiańskiej piance jeszcze nikt się nie oparł. W ostatniej chwili zdążyłam wyskoczyć z autobusu i stanęłam grzecznie w dosyć długiej kolejce. Kiedy wreszcie trzymałam w dłoniach upragnione kawy, szybko ruszyłam do biura. Te trzy kilometry pokonałam tak szybko, że kubki wciąż były gorące. Wpadłam zdyszana do hallu z windami i nagle zobaczyłam Baśkę, wsiadającą do windy. Zebrałam resztki sił i naprawdę nie wiem jakim cudem, ale zdążyłam.

Miałam szczęście, przynajmniej tak mi się w pierwszej chwili wydawało, bo w windzie byłyśmy same. Nie mogłam jednak złapać oddechu, a w dodatku kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam w dłoni coś, co sprawiło, że prawie osunęłam się z nóg. Baśka trzymała wielki kubek z kawą, tyle, że z Starbucks. Na śmierć zapomniałam, że odkąd Strabucks otworzył swoją kawiarnę w Grubej Kaśce, to od tej pory Baśka stała się fanatyczną miłośniczką ich kawy. W dodatku lojalną miłośniczką.

W tej sytuacji mogłam tylko popatrzeć żałośnie na kubki w moich dłoniach i zastanowić się, który z wariantów teraz uruchomić. Z przemyśleń wyrwał mnie dopiero dzwonek zatrzymującej się windy i głos Baśki robiącej krok w moją stronę.

– Przepraszam – powiedziała tak chłodno, że aż kawy ostygły od razu o kilka stopni – chciałabym wysiąść.

– Basiu – wyszeptałam – to ja przepraszam cię za wszystko. Chciałabym, abyśmy znowu były przyjaciółkami, bo bardzo mi tego brakuje. Wybacz mi proszę.

Baśka stanęła w drzwiach windy blokując je i powoli podniosła wzrok na mnie.Patrzyła może dwie, trzy sekundy, które mi wydawały się wiecznością.

– Ok, wybaczam ci – powiedziała nagle uśmiechając się i kiwając głową w stronę kubków zapytała. – Dla kogo niesiesz kawę? Może razem wypijemy?

– Ta druga kawa jest dla ciebie – powiedziałam czerwieniąc się ze wstydu. – Zapomniałam, że pijesz wyłącznie starbucksową. Przepraszam.

– Nie przejmuj się kochanie. – Złapała mnie pod łokieć z pociągnęła za sobą. – To da się naprawić, bo przecież liczą się intencje.

Dalej wszystko potoczyło się naprawdę szybko. Baśka wciągnęła mnie do toalety, zabrała jeden z kubków z kawą i całą jego zawartość wylała do toalety. Postawiła pusty już kubek z Coffee Heaven na umywalce i powoli z kubka Starbucksa przelała kawę. Kropla po kropli. Robiła to z wielkim pietyzmem, a ja dałabym głowę sobie uciąć, żeszpetała przy tym jakąś formułkę błagającą o wybaczenie.

Cały ranek przesiadziałyśmy razem pijąc kawę z dwóch jednakowych kubków Coffee Heaven. Właśnie za to uwielbiam Baśkę. Czasem przywiązuje zbyt wielką wagę do drobiazgów, ale czasem nam kobietom, potrzebne są takie drobne gesty jak jednakowe kubki.

Wieczorem, tuż przed zaśnięciem, wspominałam cały dzień spędzony z Baśką. Był tak intenstywny, jakbyśmy chciała nadrobić ten stracony rok. Najpierw przegadałyśmy cały dzień w pracy, potem poszłyśmy na zakupy, potem do kina, zajrzałyśmy wreszcie do kilku klubów, ale teraz tuż po świętach wszystkie świeciły pustkami. Muszę przyznać, że ten dzień zaliczę na pewno do jednego z najszczęśliwszych w moim życiu i nigdy o nim nie zapomnę. Chociaż jest mały zgrzyt. Mam trochę za złe Baśce, że tak szybko mi wybaczyła. Straciłam całą noc na obmyślanie licznych strategii i wariantów postępowania, a ta od razu wybaczyła mi po pierwszym zdaniu. To nie było fair.

24. Wróciłam…

Posted in facet, Pamiętnik on 27 grudnia 2010 by Karolina

Ostatnie 14 miesięcy to chyba najgorszy okres w moim życiu. A wszystko zaczęło się od wyjazdu z Radkiem w góry na sesję zdjęciową. Oczywiście to nie mi robił zdjęcia. Celem jego obiektywu była cała gromada takich sobie modelek. Było ich tak dużo, że zastanawiałam się, czy Radek nie jest przypadkiem kolejnym gejem w moim życiu, bo na żadną, dosłownie na żadną nie reagował jak typowy mężczyzna. Okazało się jednak, że to nie preferencje seksualne, a miłość do mnie skutecznie broniła go przed wszechobecnymi pokusami. Radek wyznał mi to podczas spaceru nad Morskie oko, a ja chyba po raz pierwszy w życiu, przez prawie godzinę nie wiedziałam co powiedzieć. Chyba każda kobieta przyzna mi rację, jeżeli stwierdzę, że jest to zachowanie, które potrafi nas dowartościować. Przynajmniej w pierwszej chwili…

Po powrocie z gór do Warszawy wszystko potoczyło się jakoś tak wbrew mojej woli. Nie to, żebym się bardzo broniła przed Radkową miłością, ale wydarzenia potoczyły się tak szybko, że zanim zdążyłam się zorientować Radek zamieszkał u mnie. Jego obecność nie nawet mi nie przeszkadzała, tym bardziej, że na początku czułam się w nim zakochana. O wiele większym problem stanowił walający się wszędzie sprzęt fotograficzny. Chociaż, to też aż tak bardzo mi nie przeszkadzało, bo było coś o wiele gorszego. Stałam się, zgodnie z wygłoszonymi z wielką powagą przez Radka słowami, jednocześnie jego muzą, inspiracją i motywacją.

Teraz, po roku bycia taką muzą, dzięki czemu straciłam najlepszą przyjaciółkę, zostałam zdegradowana w pracy, a moje finanse pochłonęła czarna dziura, wiem, że już przenigdy nie dam się wrobić w taką aferę. Oczywiście jak to zwykle z mężczyznami, wszystko zaczęło się niewinnie. Najpierw Radek przekonał mnie, że powinnam uczestniczyć we wszystkich jego sesjach wyjazdowych. No cóż, zgodziłam się na to dosyć szybko, ponieważ zwykle podróżowaliśmy do miejsc, które trudno nazwać zimnymi – Cypr, Wyspy kanaryjskie, Azory itd. Nie da się ukryć, że trochę kolidowało to z moją pracą i po wykorzystaniu całego urlopu wypoczynkowego już w kwietniu musiałam posiłkować się urlopami bezpłatnymi. Trochę to było kłopotliwe, bo po pierwsze szef na to krzywo patrzył, a po drugie za wyjazdy musiałam płacić sama, bo studia mody nie chciały opłacać „konkubiny” Radka…

Nie! To nie ma sensu! Nie będę opowiadać o tym wszystkim, bo to wcale nie pomoga. Od jutra zaczynam nowe życie. Odzyskam przyjaciółkę, pozycję w firmie, podreperuję finanse i… zacznę powoli godzić się z tym, że już nie ma sensownych facetów. Do dzisiaj zastanawiam się tylko nad jedną sprawą. Czy to, co zrobił ze mną Radek wynikało z jego przebiegłości, czy głupoty? Chyba nigdy nie poznam odpowiedzi na to pytanie. Zresztą może nie zawsze warto znać odpowiedzi…