Archive for the instynkt macierzyński Category

29. Instynkt macierzyński

Posted in ciąża, dzieci, dziecko, facet, instynkt macierzyński, macierzyństwo, szukam męża with tags on 15 stycznia 2011 by Karolina

Kiedy ponad rok temu postanawiałam znaleźć sobie męża, to jedną z konsekwencji usidlenia jakiegoś mężczyzny, była również myśl o dzieciach. Nie to, żebym wtedy czuła jakiś instynkt czy powołanie do bycia matką. No może raz, przez moment czułam się jak rodzic, kiedy podejrzewałyśmy, że Baśka jest w ciąży, ale tego nie można zaliczyć do instynku macierzyńskiego. W każdym razie w mojej definicji rodziny mieści się mąż, żona, dzieci i jakiś zwierzak. Najlepiej pies, ale może być też kot. Dla mnie, kobiety XXI wieku, wychowanej według standardów środkowoeuropejskich, taki schemat rodziny jest oczywisty i wcale się tego nie wstydzę.

Jednak jeszcze kilka dni temu, mój stosunek do dzieci był, najdelikatniej mówiąc, obojętny. Brak posiadania dziecka nie dyskwalifikował mnie w moich oczach. Mało tego, dzięki temu mogłam rozwijać się zawodo i towarzysko. Owszem, na obu polach ponoszę ostatnio same porażki, ale ogólnie jednak mogę sobie postawić więcej plusów niż minusów.

Często wydaje się nam, że nasze życie jest nudne i przewidywalne. Każdy dzień chociaż pozornie inny jest jednak podobny do poprzednich. I nagle okazuje się, że zwykły drobiazg może sprawić, że zmieniamy pogląd na nasze życie. To, co dotychczas wydawało się nam ważne przestaje być istotne i na odwrót, to co w ogóle się dla nas nie liczyło, nagle staje się jedynym, na czym nam zależy.

I właśnie wczoraj zmieniłam sposób patrzenia na życie. Drobiazg, który mi w tym pomógł ważył jakieś sześć kilogramów i był dwumiesięczną córką Majki z Działu sprzedaży. Oczywiście samo pojawienie się w biurze koleżanki z dzieckiem nie miałoby żadnego wpływu na mój stosunek do dzieci, bo przecież nie raz widziałam dzieci z bliska, czy to w autobusie, czy tramwaju, nie wspominając już o tabunach dzieci wydzierających się w galeriach handlowych. Znaczenie miało „oczko”…

– O boże, oczko! – krzyknęła Majka i bez słowa wcisnęła mi córkę w ręce.

Stałam jak słup soli, gdy tymczasem wyrodna matka, która oddała dziecko w ręce obcej przecież kobiety, podciągnęła spódniczkę, żeby zobaczyć jak daleko poleciało jej oczko w rajstopach. Baśka, dziewczyna z refleksem, już do niej biegła z lakierem do paznokci, a Aśka z księgowości robiła mi zdjęcie. A ja wciąż stałam z tymi wyprostowanymi rękoma i musiałam naprawdę głupio wyglądać, bo Majka oderwała wzrok od rajstop i z uśmiechem spojrzała na mnie.

– Nie bój się, nie ugryzie cię, jeszcze nie ząbkowała – powiedziała miło i dodała. – Możesz ją przytulić, zobaczysz, że to świetne uczucie.

Skinęłam głową na znak, że rozumiem i powoli zbliżyłam córkę Majki do siebie. I wtedy właśnie nastąpiła we mnie ta zmiana.

– Ależ ona pachnie – powiedziałam. – Nie spodziewałam się, że małe dzieci aż tak instensywnie pachną.

– Cholera – zaklęła Majka w odpowiedzi na moje słowa. – Mam nadzieję, że się nie zesrała, bo nie mam przy sobie pieluch.

Wszystkie jak tam stałyśmy, a więc ja, Baśka, Aśka, Beata, Monika, Klaudia, Kaśka i Weronika musiałyśmy spojrzeć na Majkę z naprawdę zdziwionymi minami, bo ta dosyć niewybrednie to skomentowała.

– No co?! – rzuciła zaczepnie.

– Nic, my tylko… ja tylko… nie zdawałam sobie sprawy, że małe dzieci tak cudownie pachną, a ty wyjeżdżasz tutaj o… o… pieluchach. – odpowiedziałam i nawet nie musiałam silić się na łagodność, bo dzięki dziecku przy piersi, po prostu byłam łagodna.

– Dobra, nieważne, bo mam niezły pomysł. – nagle wtrąciła się Baśka. – Skoro mamy tutaj takie słodkie baby to zrobimy „babies terror”.

– Co?! Co ty chcesz zrobić mojemu dziecku?! – krzyknęła Majka zabierając córkę z moich rąk i tuląc ją mocno do siebie.

– Nie twojej córeczce głupia. Tylko naszym byłym, którzy byli takimi idiotami, że już nie są z nami.

Kiedy Baśka opowiadała o swoim pomyśle, tylko ja miałam wątpliwości i w końcu postanowiłam nie brać udziału w jej zabawie. Te wariatki nie miały żadnych obiekcji i najpierw zrobiły sobie po kolei zdjęcia z dzieckiem telefonami, a potem powysyłały MMS-y do byłych facetów z tekstem: „Czy dostrzegasz podobieństwo?”. W sumie wysłały dwadzieścia dziewięć MMS-ów, co średnio daje ponad trzech byłych na jedną z nich. Do tej pory myślałam, że tylko ja mam problem z facetami, który przejawia się między innymi w dużej liczbie byłych, ale okazało się, że wcale nie jestem wyjątkiem.

Muszę przyznać, że Baśka naprawdę miewa niezłe pomysły. Dosyć szybko zaczęły przychodzić odpowiedzi od „byłych”, którzy w większości próbowali delikatnie wybadać grunt, czy uda się z tego jakoś wykręcić.  Były to dosyć mierne teksty i czuć było, że pisali je faceci, którym ślina nagle zaschła w gardle. Jednak pojawił się rodzynek. Jeden z byłych Weroniki napisał: „Kiedy cię zostawiałem nie miałaś dziecka. To chyba zamyka ten temat. Pozdrawiam i życzę szczęścia. Adrian”. Adrian jednogłośnie został okrzyknięty „cwaniakiem roku”.

Najgłupszy natomiast okazał się były Moniki. Poznali się pięć miesięcy temu, a cała ich znajomość trwała miesiąc. Ten facet nie miał jednak żadnych wątpliwości, że nie ma szans, aby to było jego dziecko, bo napisał tak: „Chcesz mnie wrobić w dziecko, ale ci się to nie uda. Trzeba było się zabezpieczać, a nie teraz porządnych ludzi straszyć alimentami.” Niezły był też Michał, były facet Aśki. Jego SMS brzmiał następująco: „Ja się cieszę, ale nie wiem jak zareaguje na to moja schorowana matka. Potrzebuję kilku miesięcy, żeby oswoić ją z nową sytuacją. Odezwę się wkrótce. Pa” . Ciekawe na co liczy taki facet? Ma nadzieję, że za kilka miesięcy problem sam się rozwiąże? Mężczyźni są naprawdę beznadziejni i cieszyłam się, że ja jednak nie wysłałam do swoich byłych MMS-a ze zdjęciem dziecka. Wciąż mogę się łudzić, że ja miałam więcej szczęścia, chociaż i tak dobrze wiem, że to złudzenia.

Trzeba jednak przyznać, że wśród tych dwudziestu dziewięciu był jednak jeden w miarę porządny. Jeden z SMS-ów do Kaśki brzmiał tak: „Zaskoczyłaś mnie tą informacją. Spotkajmy się. Wiem, że nie byłem idealnym partnerem, ale na pewno będę dobrym ojcem dla naszego dziecka. Oczywiście o ile to moje dziecko.” Gdyby nie to ostatnie zdanie, facet byłby ideałem. Może to i dobrze, że wcale nim nie jest, bo pewnie byśmy się pozabijały walcząc o jego numer telefonu.

Swoją drogą dziwne było to, że żaden z byłych facetów nie odważył się zadzwonić. Ciekawe dlaczego? Może po prostu nie wiedzieliby co powiedzieć, a może to zupełnie coś innego? Nie wiem, ale jakoś nie nastraja mnie to zbyt optymistycznie, jeżeli chodzi o moją przyszłość, bo teraz to mam naprawdę beznadziejną sytuację. Z jednej strony, poczułam prawdziwy instynkt macierzyński i chciałbym mieć dziecko. Nie dlatego, że taki jest standard rodziny. Dlatego, bo tego naprawdę pragnę. Macierzyństwo wydaje mi się teraz wielkim szczęściem. Z drugiej strony każdy kolejny dzień z facetami upewnia mnie, że oni są naprawdę beznadziejni. Zaczynam mieć nadzieję, że to tylko mój pech, że ciągle na takich trafiam. Może inne kobiety mają więcej szczęścia. Muszę tak myśleć, bo lubię optymistyczne zakończenia.

Reklamy