Archive for the kawa Category

30. Mocna kawa cz. I

Posted in facet, kawa on 25 lutego 2011 by Karolina

Wczoraj, jak to zwykle w czwartek w samo południe, siedziałem wpatrzona w monitor. Spokojnie, w naszym biurze też się nie pracuje się już od czwartku z powodu zbliżającego się weekendu. Po prostu robiłam przegląd wydarzeń kulturalnych, bo miałyśmy z Baśką w piątek i sobotę gdzieś wyskoczyć. Pisząc gdzieś, nie mam na myśli klubu, bo gdyby to miałby być klub, to napisałabym, że do  klubu. Pisząc gdzieś miałam na myśli kino, albo teatr. Opera odpadała, bo… bo bilety trzeba kupować z półrocznym wyprzedzeniem.

W końcu znalazłam. Jakiś artystyczny piątkowy event połączony z konsumpcją szpamana. Na początek powrotu do życia to wystarczy. Wątek kulturalny potrwa chwilę, więc nawet jeżeli będzie dołujący, to humorów nie zdąży nam popsuć. Zaraz potem dołączymy do dziewczyn, które od razu po pracy wybierały się do klubu, zahaczając jedynie na krótkie dwie, trzy godziny do Sphinksa.

Zaczęłam zapisywać adres, pod którym event miał się odbyć, kiedy jak zwykle w samo południe otworzyły się drzwi.

– Wstaw wodę i zalej kubki, ja już kończę. – powiedziałam nie odrywając oczu od monitora.

Nie musiałam. W kwestii wspólnego spożywania kawy Baśka była punktualniejsza niż przedwojenne polskie koleje. To była pora trzeciej kawy, którą zwykle to ja parzyłam, ale dzisiaj nie zdążyłam. Chciałam jeszcze przejrzeć kilka kulturalnych stron, żeby ze spokojnym sumieniem wmówić sobie, że w ten weekend nic ciekawszego w naszej stolicy nie będzie się dziać.

Baśka tymczasem krzątała się przy kawie. Słyszałam jak pobrzękuje filiżankami i już po chwili poczułam aromat kawy. Nie wiem, co takiego jest w kawie i jej zapachu? Nie da się jednak ukryć, że kawa ma jakieś magiczne właściwości. Pierwsza kawa pozwala nam dojść do siebie i przejrzeć prasę lub wiadomości w Internecie. Druga to chwila relaksu, kiedy możemy rozkoszować się smakiem kawy, bo już nie śpimy i wreszcie czujemy więcej. A od trzeciej nie liczy się już tak bardzo smak, co przede wszystkim towarzystwo, w którym ją pijemy. No tak, a ja jak zwykle trzecią kawę piję w towarzystwie najlepszej przyjaciółki. Taka trochę rutyna jakby, chociaż dobrze, że w ogóle mam z kim ją pić.

Nagle Baśka postawiła przede mną filiżankę kawy, a ja aż odskoczyłam jak oparzona. Ręka Baśki była duża, z niepomalowanymi, krótko obciętymi paznokciami i była przytwierdzona do ramienia jakiegoś mężczyzny. Patrzyłam na niego oniemiała, bo oto nagle moja najlepsza przyjaciółka zamienia się w najprzystojniejszego faceta, jakiego widziałem od trzech dni, a może nawet od czterech. Czy to nie byłoby piękne? Najlepsza przyjaciółka, która doskonale nas rozumie, zna, akceptuje nagle zamienia się w nasz ideał? Wiem, że cuda się nie zdarzają, ale przez moment tak właśnie się czułam. Ten cud natury musiał jednak opatrznie zrozumieć moje milczenie.

– Przestraszyłem panią. Przepraszam najmocniej. – powiedział tak aksamitnym głosem, że nogi się pode mną ugięły.

Uwielbiam męskie głosy, szczególnie przez telefon. Czasem wydaje mi się, że mogłabym rozmawiać i rozmawiać zasypiając z telefonem przy uchu, a tutaj ten facet nie potrzebował telefonu, żeby powalić mnie na kolana. Najgorsze w takich chwilach jest to, że często właśnie wtedy dopada nas jakieś idiotyczne wspomnienie lub skojarzenie. Dopadło i mnie. Wciąż miałam przed oczami jedną, jedyną scenę z serialu „Dom”. Jeden z bohaterów, prosty i jednoznacznym językiem pyta: „Noooo, ale o co się rozchodzi?”. To było koszmarne uczucie, bo wiedziałam, że powinnam się odezwać, ale w głowie wciąż miałam tylko tę jedną myśl.

– Noooo, ale o co się rozchodzi? – odezwałam się w końcu i ze wstydu zamknęłam oczy.

                                                                                                             Cdn…

Reklamy