Archive for the praca Category

28. Szkoda, że to nie lato

Posted in czereśnie, facet, Pamiętnik, praca, prezes, szukam męża on 9 stycznia 2011 by Karolina

Kiedy postanawiałam, że odzyskam pozycję w firmie nie spodziewałam się, że będzie to trudniejsze niż odzyskanie przyjaciółki. Inna sprawa, że odzyskanie przyjaźni Baśki zajęło mi naprawdę niewiele czasu i chyba spodziewałam się równie szybkich efektów w przypadku spraw zawodowych.

Niestety, z powodu częstych wyjazdów z Radkiem jedna żmija z ustami a la przyssawka, wkupiła się w łaski prezesa i następnie podstępnie przejęła moje obowiązki. No dobrze, może nie podstępnie, bo ktoś to musiał robić, ale dlaczego akurat ona? Żmija miała na imię Aneta i zdawałam sobie sprawę, że przez te jej naprawdę seksowne usta nie będzie łatwo wrócić do tego co było. Wszystko przez tych głupich facetów, którzy naprawdę myślą tylko o jednym.

Chyba nie potrafiłabym być mężczyzną. No bo jak można myśleć o niczym? Albo jak można godzinami ślęczeć przed telewizorem oglądając jakiś durny mecz. Nie da się zaprzeczyć oczywiście, że sport może być fascynujący i interesujący. Chociażby sukcesy Justyny Kowalczyk. Nawet ja z dumą oglądam transmisje z jej startów i co ważne, wszystko rozumiem. Najszybsza zawodnicza wygrywa. Tak samo jest z Małyszem. Kto dalej skoczy, ten zostaje zwycięzcą. W przypadku piłki nożnej takie proste to już nie jest. Weźmy na przykład rozgrywki grupowe na mistrzostwach świata. Oglądałam prawie wszystkie mecze z Radkiem i teraz co nieco orientuję się w tych zawiłościach. Więc po pierwsze mecz może zakończyć się remisem, a to znaczy, że nikt nie wygrał. Remisy powoduję, że piłkarze potrafią cieszyć się, że nie przegrali i tego to już nie ogarniam. Wyobraźmy sobie Justynę Kowalczyk, która zajmuje pierwsze miejsce i nie cieszy się ze zwycięstwa, tylko z tego, że nie przegrała.

Wracając jednak do oglądania meczy przez domowych kibiców. Wyobraźcie sobie dziewięćdziesiąt minut gry i do tego piętnaście minut przerwy, podczas których nic się nie dzieje. To znaczy zawodnicy biegają, podają sobie piłki, potem to samo robią ich przeciwnicy i tak na zmianę. Nie pada żadna bramka i mimo to można usłyszeć o taktyce, strategii, o świetnych zagraniach. To prawie tak jakby opowiadać koleżance o świetnym kochanku, który doskonale wiedział gdzie dotknąć, gdzie pocałować, co powiedzieć, ale do orgazmu nie doprowadził. To znaczy siebie doprowadził, bo oni zawsze potrafią skończyć. I co ciekawe, nie byłaby to jego porażka, tylko zwycięstwo lub ewentualnie remis, gdyby jednak okazał się dżentelmenem i też nie skończył.

Wracając jednak do tego, że mężczyźni myślą tylko o jednym, muszę wyjaśnić, że wcale nie chodziło mi o futbol. Dla widoku klęczącej przed nimi kobiety, z ustami jak u Anety, mężczyzni nie tylko zapomną o futbolu. Oni nawet skupią całą swoją uwagę na te kilka minut na kobiecie. Oczywiście pisząc kilka minut podkreślam jedynie mój wrodzony optymizm. Zwykle trwa to o wiele krócej i często bez możliwości szybkiej powtórki. Dlatego chcąc skupić myśli mężczyny na sobie, należy dużo obiecywać, a mało z tego realizować.

I to właśnie robiła Aneta. Podczas narady u prezesa cały czas trzymała w ustach końcówkę ołówka. Kręciła tym językiem na wszystkie strony, jakby chciała z tego ołówka zrobić serpentynę. Jak można się domyślić, wszyscy obecni panowie, łącznie z prezesem patrzyli na to z opadniętymi szczękami. Prezes to nawet ruszał ustami jakby chciał coś powiedzieć, ale podejrzewam, że tylko bezwiednie odwzorowywał ruchy wargi Anety. 

– Aneta, przewiercisz sobie głowę tym ołówkiem, przestań tak nim kręcić – powiedziałam próbując zmusić ją do zaprzestania tych manipulacji.

– Nie mogę, jestem typem oralnym – odpowiedziała udając lekkie zawstydzenie i zaraz dodała, żeby panowie na pewno dobrze zrozumieli. – Lubię czuć, że mam coś w ustach.

Przyznaję, że zagotowało się we mnie. Chciałam to jeszcze jakoś skomentować, ale patrząc na obecnych panów wiedziałam, że nie mam już żadnych szans. Oni o niczym innym już nie myśleli.

Byłam bliska załamania, ale na szczęście przypomniała mi się opowieść jednego z moich dawnych znajomych. Opowiadał o dziewczynie, która potrafiła włożyć sobie do ust czereśnię z ogonkiem i po chwili wyjąć ten ogonek razem z pestką. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby na ogonku nie zawiązywała jednocześnie słupełka. Jak zarzekał się mój znajomy, nie zna faceta, który nie byłby tym zafascynowany. Szkoda, że to styczeń i zdobycie czereśni lub wiśni z ogonkami jest raczej niemożliwe. Z drugiej strony i tak nie potrafię wiązać słupełków językiem, więc będę mieć czas do wakacji, aby potrenować tę przydatną umiejętność, żeby potem załatwić tym Anetę. Oczami wyobraźni widziałam jej głupią minę i ta myśl pomogła mi dotrwać w spokoju do końca narady.

Po zebraniu opowiedziałam wszystko Baście. Ta słusznie zauważyła, że na pewno znaczenie szybciej odzyskam pozycję w firmie i ta wyjątkowa umiejętność nie będzie mi potrzebna podczas narad. Miała oczywiście rację, ale i tak nie zniechęciło mnie to jednak do planów podjęcia ćwiczeń. Nigdy nie wiadomo, czy w jakiejś innej sytuacji taki supełek mi się nie przyda.

A co do pracy… No cóż, pomyślę nad jakąś strategią i od poniedziałku zacznę. Dzisiaj wolę pomarzyć o ogonkach.