Archiwum dla miłość

26. Zdrada z brzydszą kobietą

Posted in facet, Pamiętnik, szukam męża, wybaczenie, zdrada with tags , , , , , on 31 grudnia 2010 by Karolina

Kiedy dzisiaj rano w pracy spojrzałam na kalendarz wiszący na ścianie coś zrozumiałam. Minął rok, a ja nawet nie mam co wspominać. Byłam z Radkiem w tylu ciekawych miejscach, poznałam wielu ludzi ze świata mody i nie mam co wspominać. Totalna pustka w głowie. Żadnych wizji i obrazów.

Zamyśliłam się i pewnie bym tak siedziała wpatrzona w kalendarz gdyby nie Baśka z dwoma kubkami kawy ze Starbucksa – to taka nasza nowa tradycja. Od wczoraj. W każdym razie widok przyjaciółki uzmysłowił mi, że teraz mam kogo się poradzić. Mam z kim podzielić się radościami lub wątpliwościami i mogę wreszcie cieszyć się spojrzeniem kogoś z boku. Kogoś tak subiektywnego, że aż obiektywnego, czyli zostało już tylko jedno. Nie zwlekając zapytałam Baśkę co o tym myśli. Mówiąc o tym, miałam na myśli tę dziwną pustkę w mojej głowie.

Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się rzeczowej odpowiedzi od Baśki i muszę przyznać, że jej punkt widzenia bardzo mnie zaskoczył.

– To proste – powiedziała. – Robiłaś to z nieodpowiednią osobą. Nie miałaś z kim dzielić swoich radości. Zresztą Radek to…

– Błagam, oszczędź mi wykładów o Radku, ok? – zawarczałam. – Lepiej pochwal się tym swoim siedemnastorgazmowcem. Nadal się z nim spotykasz?

– Zerwałam z nim!

Całe szczęście, że nie przełykałam akurat kawy, bo na pewno bym się zakrztusiła na śmierć, przy okazji zapluwając wszystko i wszystkich dookoła.

– Jak to zerwałaś?! Czyś ty zwariowała?! – bezwiednie zaczęłam krzyczeć. – Jak można zerwać z takim facetem?!

– Ciszej wariatko! – syknęła w odpowiedzi. – Zaraz całe biuro się o tym dowie.

Chcąc nie chcąc, aby ukrócić moje krzyki pełne oburzenia Baśka musiała wszystko opowiedzieć, dosłownie wszystko. Okazało się, że jej siedemnastoorgazmowiec miał jeszcze jedną przyjaciółkę. Jak wykazało śledztwo, czasem spotykał się z nimi tego samego dnia. Swoją drogą to facet musi mieć niezłą kondycję, no i sporo sprytu. W każdym razie Baśka przyłapała go na zdradzie i to jej wystarczyło aby z nim zerwać. Kiedy skończyła swoją opowieść znowu się zamyśliłam. Do tej pory wyobrażałam sobie tego jej czarodzieja jako nieźle zbudowanego, ale bez przesady, mężczyznę z inteligentnym spojrzeniem. W moich wizjach wyglądał jak biznesmen z reklamy wody po goleniu. Teraz , kiedy dowiedziałam się, że facet po upojnym seksie z Baśką nie tylko nie powłóczył nogami, ale potem powtarzał to samo z inną kobietą, widziałam go zupełnie inaczej. Był połączeniem przystojnego pilota najdroższych linii lotnicznych z męskim marynarzem ze szklaneczką burbona w dłoni i to wszystko z mózgiem płci żeńskiej. Musiałam bezwiednie uśmiechnąć się do tej wizji, bo nagle usłyszałam głos Baśki.

– Śmiejesz się ze mnie? – zapytała zaczepnie i zadała kolejne pytanie. – Co ty o tym myślisz?

– Myślę, że… – przez moment wahałam się czy jej to powiedzieć. – Myślę, że gdybyś dała mi wtedy namiary na niego, to przynajmniej dzieliłabyś się z przyjaciółką, a nie jakąś obcą babą.

– Słucham?! – tylko tyle dała radęwychrypieć.

– I w dodatku nie musiałabym tracić czternastu miesięcy na Radka! – znowu prawie krzyczałam. – Nienawidzę cię!

Baśka popatrzyła na mnie przez chwilę z powagą, następnie sprawdziła czy zostało jej jeszcze trochę kawy. Po chwili podniosła kubek do ust.

– Przepraszam. – powiedziała to z kubkiem przy ustach, przez co jej głos zadudnił jakby wpadła do studni. – Najgorsze jest, że ta druga jest bardzo ładna, dużo ładniejsza ode mnie. I wiem, że gdybyś to była ty, to nie byłoby mi tak ciężko.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – tym razem to ja zasyczałam.

– Tylko tyle, że jest mi naprawdę przykro, że zdradzał mnie z ładniejszą ode mnie.

Baśka pochyliła głowę aby ukryć pojawiające się łzy. Zrozumiałam, że znowu okazałam się egoistką. Nie myślałam o niej, tylko o sobie. Czasem chyba naprawdę zachowuję się jak facet i przestaję mysleć głową. Postanowiłam ją pocieszyć.

– Potrafisz sobie wyobrazić, jak tamta druga musiała się czuć wiedząc, że ten twój czarodziej zdradzał ją z brzydszą od niej? – zapytałam czule gładząc dłoń Baśki.

Niestety, nie doczekałam się odpowiedzi. Chociaż nie, odpowiedź była, tyle, że pod postacią spazmatycznego szlochu. Nie ma co, ładnie pocieszyłam przyjaciółkę. Na szczęście mój wzrok znowu padł na kalendarz. 31 grudnia 2010 roku. No tak! Nagle zdałam sobie sprawę, że to dzisiaj jest Sylwester, a ja nie mam żadnych planów!

– Baśka, gdzie wybierasz się na Sylwestra? – zapytałam niewinnie. – Masz jakieś plany?

Baśka znowu mi nic nie odpowiedziała, ale przynajmniej przestała płakać. Znieruchomiała jedynie z miną kameleona, próbującego wtopić się w otoczenie.

– Baśka, co nic nie mówisz? – zrobiłam groźną minę. – Ukrywasz coś przede mną?

– A co mam ukrywać?! Że sama będę siedzieć w domu?! – znowu wybuchła. – Myślisz, że ja mam tysiące zaproszeń jak ty?

– Ale ja też pewnie zostanę w domu. Nie mam gdzie iść.

Baśka rozpromieniała. W jej oczach pojawił się blask i trudno było oprzeć się wrażeniu, że świadomość iż noc sylwestrową spędzę samotnie w domu sprawia jej radość, a może nawet rozkosz. Ta myśl wydała mi się jednak absurdalna, bo przecież ja mojej przyjaciółce aż tak źle bym nie życzyła. Oczywiście co innego w złości, ale to się nie liczy.

– Słuchaj! – krzyknęła nagle Baśka. – Urządźmy razem imprezę. U ciebie w domu.

– U mnie w domu? – wyjęczałam nie zbyt zadowolona.

– Tak! U ciebie! Zrobimy imprezę. Tylko dla singielek! Żadnych facetów! Zaprosimy wszystkie nasze znajome, które są teraz same! Zróbmy szybko listę, to zaraz je obdzwonimy! – Baśka nakręcała się coraz bardziej i muszę przyznać, że i mi zaczął udzielać się jej entuzjazm.

Właczyłam komputer i zabrałyśmy się do przygotowywania listy. Zaczęłyśmy od koleżanek z firmy, bo są pod ręką i łatwo będzie ustalić która co przygotowuje. Po kilku minutach wpisywania imion okazało się, że mamy już piętnaście kandydatek do zaproszenia na imprezę, a przecież dopiero co zaczęłyśmy tworzenie listy. A gdzie reszta znajomych? Nagle przeraziła nas myśl, że wśród kobiet z naszych kręgów, czyli z przedziału 25-35, ponad 70% to singielki. Jeszcze gorsza była myśl, że dotyczy to również nas.

Spojrzałyśmy na siebie i już wiedziałyśmy, że żadnej imprezy nie będzie. Nie damy się zaszufladkować do tych 70%. Nie my! Same powitamy Nowy Rok. Będzie mniej przygotowań i sprzątania po imprezie.

– Wiesz co, to ja kupię program telewizyjny, na pewno znajdziemy coś ciekawego. – zaproponowałam.

– A ja ugotuję rosół. – powiedziała Baśka i dodała w odpowiedzi na moje pytające spojrzenie. – No gdyby pogorszył się nam nastrój, że jesteśmy same. Tak na wszelki wypadek…

Reklamy

3. Lista

Posted in Pamiętnik with tags , , , , , , on 24 kwietnia 2009 by Karolina

Cały dzień, który spędziłam w pracy poświęciłam na przygotowanie listy facetów, których znam, i którzy potencjalnie mogliby zostać moimi mężami. Oczywiście nie wszyscy jednocześnie. Niestety, muszę wybrać tylko jednego z nich, chociaż… Nie chciałabym wpaść w feministyczny ton, ale dlaczego w niektórych kulturach to mężczyzna może mieć kilka żon, a nie żona kilku mężów? Mirek, mój kolega z pracy, który z racji bycia moim podwładnym nie znalazł się na mojej liście, powiedział, że wielożeństwo wynika z możliwości prokreacyjnych. Jeden mężczyzna może jednocześnie zapłodnić nieograniczoną liczbę kobiet, natomiast kobieta, może być jednocześnie zapłodniona tylko przez jednego mężczyznę. Chciałabym poznać faceta, który byłby w stanie w jedną noc zaspokoić swoich dziesięć żon. Dziesięć? Niech jedną dobrze zaspokoi, a potem dopiero bierze się za następne. Chciałam wyrzucić listę do kosza, czując jawną niesprawiedliwość, ale na szczęście przypomniałam sobie, że w naszym kraju bigamia jest zabroniona. Oczywiście jak zwykle w takim przypadku przed oczami pojawił mi się obraz wujka Józka, kuzyna mojego taty, który był niepoprawnym bigamistą. Ręka sprawiedliwości dopadła go dopiero kilka lat po trzecim ślubie. Co ciekawe, wujek Józek wiódł rodzinne życie w trzech domach jednocześnie. Jak to możliwe? Nie wiem, ale jak tylko wujek Józek pojawi się na wolności na pewno go o to zapytam.
Znowu te dygresje! Miało być o sporządzaniu listy, więc wracam do tego tematu. Do szesnastej udało mi się zamknąć listę. Wydrukowałam ją sobie i okazało się, że wydruk zajął aż trzy kartki papieru. Byłam na siebie zła, bo gdybym wcześniej pomyślała, to ułożyłabym ją w trzech kolumnach i zmieściłaby się na jednej kartce. Nie znoszę takiego marnotrstwa! Ciągle wpajam moim pracownikom proekologiczne podejście do papieru, a tu proszę, sama o tym zapomniałam! Na szczęście szybko znalazłam uzasadnienie do tak ułożonej listy. Po prostu będę mogła przy każdej pozycji sporządzać krótkie notatki na temat kandydatów. Uśmiechnęłam się sama do siebie, że tak łatwo udało mi się wybrnąć z tej nieco kłopotliwej sytuacji. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie, aby jeszcze spokojnie przeanalizować listę. Zanim jednak zabrałam się do jej przeglądania zadzwoniła moja mama z zaproszeniem na jutrzejszy obiad. Właściwie to nawet zdziwił mnie jej telefon, bo nigdy nie dzwoni z zaproszeniem. I tak każdą sobotę spędzam u rodziców, wysłuchując żali mojej matki, że wciąż nie ma wnuków. Tym razem jednak mama zadzwoniła, żeby upewnić się czy na pewno będę. Zastanawiałam się czy przypadkiem nie zapomniałam o imieninach jej lub taty, a może o ich rocznicy ślubu? Niemożliwe. Zawsze pamiętam o takich datach, więc to musiało być coś innego. Tak czy inaczej telefon od mamy na tyle wybił mnie z rytmu, że dopiero jutro przejrzę listę. Po obiedzie rodzice pójdą na spacer, a ja wtedy porobię sobie notatki i ustalę kolejność, w jakiej odbędzie się selekcja.

Trudny wybór

2. Pierwszy dzień po skończeniu 30 lat c.d.

Posted in Pamiętnik with tags , , , , , , on 23 kwietnia 2009 by Karolina

(Zdaję sobie sprawę, że przerywanie wpisów nie jest zbyt eleganckie, ale najpierw musiałam się przespać, a potem przemyśleć to, co chcę zrobić).

Na początek przypomnę, że zanim poszłam spać i zanim postanowiłam przemyśleć to, co chcę zrobić, dopadła mnie straszna myśl. Uświadomiłam sobie, że większość moich dawnych koleżanek już dawno ma jedno, dwoje lub więcej dzieci, nie wspominając o kochającym lub nie, mężu. Zrobiło mi się smutno, bo może to jednak prawda, że trzydziestoletnia panna jest mniej warta niż jej zamężne koleżanki. Zdałam sobie sprawę, że nie chcę już takiego życia. Już nie chcę samotnych wieczorów, ani kochanków na jedną noc. Chcę być spełnioną kobietą, której kariera zawodowa nie będzie stała na drodze ku rodzinnemu spełnieniu. Tak, chcę męża! Chcę dziecko! Nie, chcę dwoje dzieci! Trochę się uniosłam, ale teraz znowu złapałam doła. Przecież ja nie tylko nie mam męża, narzeczonego czy chłopaka. Nie mam nawet kogoś, kto podobałby mi się na tyle, aby chociażby przez moment zaistniał w mojej wyobraźni jako ktoś mi bliski. Stanowczo stwierdzam, że jestem zbyt wybredna. Szkoda, że ostatnio taka nie byłam, kiedy w hipermarkecie wybierałam mniej zgniłe pomidory ze sporej kupki bardzo zgniłych. Wiem, że mężczyzna to nie pomidor (no chyba, że za dużo wypije) i nawet ten mniej udany zasługuje na szansę…
Teraz siedzę przed monitorem, z kieliszkiem czerwonego wina i zastanawiam się czy mam się publicznie zobowiązać do znalezienia męża w ciągu roku… Tak, zrobię to! Obiecuję, że w ciągu roku znajdę sobie męża! A jeżeli mi się to nie uda? Myślę, że o to zacznę się martwić na miesiąc przed upływem roku. Na razie mogę być optymistką. Zaczynam od jutra!

Lista

Lista